Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 42562 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #60 dnia: Październik 15, 2014, 20:02:16 »
    Garvaleth

    Jest cały nerwowy. Właściwie nie wie co się dzieje. Odwykł od tak jasnego światła, ale nie był zły na nie, wręcz się cieszył że je znowu widzi. W jego głowie pojawiały się różne myśli, dotyczące np. zwrócenia wolności czy zbiorowej egzekucji, ale wszystkie jakoś tłumił, nie chciał dać ponieść się emocjom.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #61 dnia: Październik 16, 2014, 12:32:36 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Ostatkami sił po przywyknięciu do słońca, unoszę dumnie głowę, by nie dać sukinkotom którzy krzyczą by nas na stos posłać, żadnej satysfakcji. Na okrzyk "jadą" rozglądam się na boki i staram się zorientować, o co chodzi.

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #62 dnia: Październik 16, 2014, 21:01:26 »
    Aleksandra vel Truśka
    Trusia była wzruszona zachowaniem Rothily, ale wiedziała, że obecna sytuacja była nieunikniona i jeżeli była pora rozpaczać, to już dwa dni temu. Powiedziała tylko - Dziękuję, Rothilo, wszystko się na pewno nam przyda.
    Usłuchała Ważnego i już siedząc obok Marcusa zdecydowała, że weźmie od niego cugle.
    - Dom se rada, panie rycerzu, toć beczki smoły wywoziłam z lasu parokroć.
    Po wysłuchaniu przemowy lekko się zasępiła.
    - Prawda, że w wojsku nie byłam, no bo jak to w ogóle baba-żołnierz, chyba że w tym no... taborze, a oczywista że nie tylko do gotowania tam są eee, znaczy proszę o wybaczenie, mości panie, hhmm dowódco! - wybrnęła wesołym zawołaniem. - Nie wiem co to te bebepe ani lanschneści, ale twardo postawa wim, każdy kto przeżył zima w lesie i lato przy dołach i mielerzach musi być twardy. Takoż jestem na rozkaz, zadość wyjściu z ciupy trza uczynić...

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #63 dnia: Październik 17, 2014, 14:34:18 »
    Domecic "Duce"
    Po wyjściu poczułem zapach miasta, który wymieszał się z odorem dawno niemytch  towarzyszy, i chyba jeszcze bardziej śmierdzących strażnków. Oczy bardzo szybko przyzwyczaiły się do mocniejszego światła, jednak mimo to uczucie było bardzo niemiłe.
    Krzycząca i szydząca z nich czeladź oczekiwała zabawy.
    "Czyżby prowadzono nas na szafot?"
    Rozglądam się, z niemiłym uśmiechem na twarzy taksuję otoczenie.
    Wtedy usłyszałem głos za plecami.
    - Wygląda na to że pomyśleliśmy o tym samym. Gdy tylko szansa będzie odpowiednio duża, spróbujemy. Zgadza się?
    Odwróciłem się do swojego towarzysza niedoli, i zapytałem.
    - Wiesz może co chcą z nami zro...- przerwałem, otrzymując od jednego ze strażników cios lagą w plecy
    - Wystarczyło mnie upomnieć człowieczku

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #64 dnia: Październik 21, 2014, 21:18:05 »
    Czas:Poranek 30 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Ulica i placyk przed więzieniem.

    Marcus Trethvey oraz Aleksandra vel Truśka

    Przejazd przez miasto przebiegał spokojnie. Ludzie widząc, że jedzie wóz z obstawą uchodzili na bok, lecz byli niezbyt przejęci tym faktem. Ot kolejna bogom-ducha winna grupa szuka szczęścia w stolicy Redanii. Po pewnym czasie wjechaliście na placyk przed więzieniem. Zauważyliście, że strażnicy miejscy pilnują porządku a więźniowie są ustawieni w szeregu twarzami do was. Zapewne spochmurnieli na widok klatki znajdującej się na wozie, lecz wiedzą, że jest to jedyna szansa na opuszczenie tego przeklętego miasta. Reszta oddziału ważnego rozstawiła się po obu stronach klatki cały czas rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu zagrożenia. Ważny w tym samym czasie zszedł z konia i podszedł do dowódcy straży, po czym zapytał:
    - Wszyscy gotowi do drogi? - i spojrzał na więźniów.
    - Tak panie - odpowiedział dowódca - wszyscy są, co do joty.
    - Dobrze, pakujcie ich do klatki.
    - Tak jest! - rzekł dowódca i rozpoczął wykrzykiwanie rozkazów.

    Więźniowie
    Gdy podjechał wóz z klatką nie tego się spodziewaliście. Lecz prawdopodobnie jest to najlepsza okazja, by wyjechać z tego parszywego miasta i zapomnieć o nim. Strażnicy gdy tylko dostali rozkazy rozpoczęli przygotowywać was do wsadzenia. Po chwili byliście ustawieni w rządku i po kolei wchodziliście do środka. Gdy już byliście w środku, jeden ze strażników zamknął drzwi. Bez możliwości posadzenia tyłków na podłodze złapaliście się krat i oczekiwaliście na dalszy przebieg.

    Wszyscy

    Gdy więźniowie byli na miejscu Ważny podszedł do swojego konia i wsiadł na niego. Po chwili wydał rozkaz, by strażnicy ustawili się z przodu i z tyłu wozu. Gdy wszystko było gotowe ruszyliście ku wolności - do bramy miasta. Część z was prowadziła cicho rozmowy, część rozmyślała nad tym, co może się jeszcze przytrafić. Jedno jest pewne - im szybciej opuścicie to miasto tym lepiej, przynajmniej dla was.

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #65 dnia: Październik 21, 2014, 21:52:02 »
    Xander
    Stojąc w klatce obserwuję naszą drogę ku wolności. Zwracam szczególną uwagę na ilość i rozmieszczenie strażników eskortujących mas. Po chwili obserwacji szepcze do towarzyszy niedoli:
    - Jak sądzicie damy rade się przebić jak coś pójdzie źle. Musimy być przygotowani na wszelki wypadek. Czy ktoś może wpadł na jakiś błyskotliwy plan w razie problemów? - Całą kwestię wypowiadam po cichu, tak żeby straże nie usłyszały mej wypowiedzi.
    Czekając na odpowiedz zauważam i uśmiecham się do ,,babsztyla" jadącego obok klatki.

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #66 dnia: Październik 21, 2014, 22:02:35 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Przebić się przez dziesiątki strażników, uniknąć gradu strzał, wyłamać klatkę, zdobyć mur obronny i się przez niego przedrzeć, bez żadnej zbroi i broni, nic prostszego, 100% powodzenia. Powiedziawszy to żartobliwym tonem dodaję - trójka zbrojnych teraz by nas załatwiła, chyba, że trzymacie w gaciach magiczne sztylety i żywili was lepiej niż mnie. Lepiej robić co każą.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #67 dnia: Październik 21, 2014, 22:07:43 »
    Garvaleth
    Cały czas siedzi cicho i patrzy na rozwój wydarzeń.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #68 dnia: Październik 21, 2014, 22:19:49 »
    Xander
    Odpowiadając towarzyszowi:
    - Chodziło mi raczej o walkę poza miastem w momencie gdy nas wypakują i będą chcieli zrobić coś co się nam nie spodoba. - Odpowiadam po cichu i dalej patrze na kobiete eskortującą nas.
    « Ostatnia zmiana: Październik 22, 2014, 17:45:27 wysłana przez Xander »

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #69 dnia: Październik 21, 2014, 23:59:56 »
    Aleksandra vel Truśka
    Widząc więźniów zdała sobie w pełni sprawę, jak trafne mogą się okazać słowa Ważnego. Oddział karny. Jedyna kobieta. Lejce trzymała tak mocno, że aż jej zbielały knykcie.
    Po chwili jazdy wyczuła na sobie wzrok jednego z więźniów. Nie wytrzymała napięcia.
    - Czego się gapisz, kmiocie?! - syknęła ostro na Xandera.

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #70 dnia: Październik 22, 2014, 12:16:50 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Widząc zajście uśmiecham się i mówię w stronę Truśki - co się chłopu dziwisz, przecież tyleśmy czasu kobity nie widzieli hehehe a lepszy rydz niż nic.

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #71 dnia: Październik 22, 2014, 13:58:35 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi

    Teraz mogę dokładnie, i z bardzo bliska przyjżeć się swoim kompanom, rozmawiającyvh o próbie ucieczki. Taksuję wszystkich wzrokiem, uśmiecham się do każdego kto to zauważył. Następnie wyglądam przez kraty i obserwuję otoczenie.

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #72 dnia: Październik 22, 2014, 17:41:18 »
    Arnulfr Brokvar

    Pobieżnie spoglądam na moich towarzyszy. Brudni i nędzni tak samo jak ja, nic zresztą dziwnego. Stoję w miarę spokojny w klatce, czasem zerkając na boki żegnając się w duszy z tym parszywym miastem.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8439
    • Piwa: 927
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #73 dnia: Październik 22, 2014, 19:41:04 »
    Marcus Trethvey
    Przyglądam się grupie obdartusów wsiadającej do klatki. Hmm... tak, tego się spodziewałem. Skazańców, którzy zrobią wszystko, byleby ratować swoją rzyć... w gruncie rzeczy i ja taki jestem - rozmyślam, gdy więźniowie wsiadają.
    - Jedźmy, nie mam ochoty spędzić ani chwili więcej w tym mieście, niż to konieczne! - zwracam się do Truśki, gdy tylko za ostatnim skazańcem zamykają się drzwi "powozu". Jakiś czas rozmyślam nad tym, co zastanę po powrocie do domu w Coen, jednakże ze świata marzeń szybko wyrywa mnie konwersacja między Truśką a jednym z więźniów.
    -Co, pochędożyłbyś? Najpierw wykonasz zadanie, potem możesz sobie robić co chcesz, i z kim lub czym chcesz. Teraz jednak oczekuję od ciebie... nie, czekaj, wróć: od was wszystkich - pełnego profesjonalizmu.

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #74 dnia: Październik 26, 2014, 18:27:38 »
    Czas: Rano 30 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Ulice miasta, posterunek straży miejskiej przy wylocie bramy południowej. Zagajnik - jakiś spalony dom.

    Wszyscy

    Podróż przez ulice miasta przebiegła spokojnie. Ludzie oraz nieludzie schodzili z drogi waszej kompanii. W końcu jechaliście w asyście strażników miejskich, co oznaczało że jedzie ktoś ważny, pomimo wozu z niewolnikami. Od czasu do czasu ktoś krzyknął "śmierć!", lecz były to tylko wyjątki. Gdzieniegdzie wytykano was palcami, widać było że jesteście dzisiaj lokalną "rozrywką tłuszczy". Po pewnym czasie zobaczyliście bramę południową zwaną "Królewską", ponieważ to właśnie przez tą bramę najczęściej przejeżdżał król z orszakiem po wojnie. Według niektórych nazwa powinna zostać zmieniona, bo "Królewska" dawno popadła w zapomnienie przez gmin, ponieważ król rzadko z niej korzystał. A w czasach Rady Regencyjnej to już praktycznie nikt ważny nią nie przejeżdżał. Po chwili podjechaliście do bramy, przed którą znajdował się posterunek strażników. Gdy to zrobiliście, strażnik wyskoczył z budki wręcz jakby go coś tam oparzyło a w biegu poprawiał swój mundur do stanu "używalności". Gdy dowódca straży to zauważył, podszedł do niego i zaczął go objeżdżać na całego, jak i również przy okazji pluć na niego. Po chwili "zapomnienia się" dowódca podszedł do Ważnego i powiedział:
    - Droga wolna, panie. Powodzenia z nimi!
    - I z tobą, Gunderze. Miej oko na mój dom.
    - Tak jest! - rzekł dowódca i zasalutował Ważnemu. Obstawa strażników rozeszła się na boki, a wy wyjechaliście przez bramę ku wolnym terenom. Byliście już wolni! No, prawie, bo część z was była jeszcze w klatce. Po pewnym oddaleniu się od miasta Ważny podjechał do wozu i powiedział:
    - Truśko, wjedź do tego zagajnika - po czym wskazał Tobie drogę. Po pewnym czasie wjechaliście w las, a Ważny was wyprzedził pokazując wam drogę. Wjeżdżaliście w głąb lasu. Po pewnym czasie podjechaliście do jakichś spalonego domu, przy którym czekało na was sześć koni różnej maści(cztery brązowe, jeden biały i jeden czarny) z rzędami jak i również wóz z dwoma czarnymi końmi przypiętych do dyszla z klapkami na oczy.
    (click to show/hide)
    Ważny zszedł z konia jak i również reszta jego oddziału. Ważny również powiedział, by Truśka z Marcusem zeszli z wozu. Gdy to robili Ważny rzekł:
    - Matthias, Erhard, zajmijcie się więźniami. Dherko, obserwuj ich. Diano, ty wyjedziesz na trakt i będziesz naszymi oczami i uszami. Gdy zauważysz coś podejrzanego natychmiast przyjedziesz do nas i zaalarmujesz nas - wszyscy kiwnęli głowami na potwierdzenie i zajęli się wykonywaniem roboty. Ważny tymczasem podszedł do Marcusa i powiedział - Jak tylko twój "oddział" się uformuje, my odjedziemy. Spotkamy się dopiero w Temerii, na północ od Wyzimy. Będzie tam opuszczony klasztor Melitele. Mam nadzieję, że nic tam się złego nie zalęgło. A nawet jeśli, to mam nadzieję że sobie z tym poradzimy - rzekł Ważny i uśmiechnął się łobuzersko do was. W tym samym czasie gdy Ważny rozmawiał z Truśką i Marcusem reszta oddziału Ważnego otworzyła klatkę i rozkazała byście wszyscy wyszli. Jak tylko to zrobiliście Erhard porozpinał was z kajdan. Poczuliście ulgę, gdy po takim czasie wreszcie poczuliście się wolni! Koniec z kratami, koniec z kajdanami! Gdy zostaliście "uwolnieni" Matthias, Erhard i Dherko poszli do swoich koni, po czym weszli na nie. Ważny uśmiechnął się w stronę byłych Więźniów i powiedział:
    - Tak jak wam obiecałem, jesteście wolni. Lecz pamiętajcie, jeżeli najdzie was ochota na ucieczkę z naszej umowy nici i nigdzie nie będziecie bezpieczni, nawet w samym piekle was wytropię. A wierzcie mi, nie chcielibyście tego. Zostawiam was pod opieką tego tutaj żołnierza - po czym wskazał na Marcusa - On będzie waszym "dowódcą", bo ja tak powiedziałem. Również on wam wytłumaczy, dlaczego znaleźliście się tutaj. Mam nadzieję, że umiecie jeździć konno. Jeżeli niezbyt, będziecie jechać na wozie. Na starym wozie jest trochę broni i pancerzy, które zarekwirowaliśmy Truśce gdy ona parała się przemytem. Wierzcie mi, zostaliście szczególnie wybrani do tej roboty, a przesłuchałem więcej więźniów w tamtym okresie niż poniektóry sędzia przez całe swoje życie. No Marcusie, reszta w twoich ramionach - po czym klepnął Ciebie i poszedł do swojego konia. Po chwili wsiadł na niego i oddział odjechał. Zostaliście sami.

    Epilog

    Czas: Rano 30 lipca roku 1269
    Miejsce: Tretogor, siedziba Redańskiego Wywiadu znajdującego się niedaleko Pałacu Królewskiego. Pokój szefa RW - Vascoigne'a.

    Vascoigne jak zwykle siedział za swoim biurkiem i czytał raporty, gdy w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
    - Wejść! - powiedział. Gdy drzwi się otworzyły na progu stanął jego asystent i rzekł:
    - Panie, masz gościa.
    - Kogo?
    - Przyszła do ciebie Członkini Rady Regencyjnej, wasza miłość. Czarodziejka Filippa Eilhart.
    - Po jaką cholerę tutaj przybyła - pomyślał, po czym rzekł :
    - Wpuść ją.
    Po chwili asystent wyszedł z biura i weszła do pokoju wspomniana czarodziejka. Gdy rozejrzała się po pokoju stwierdziła:
    - Widzę, że również ze zmianą rządów zmienił się również wygląd tego pokoju.
    - Trzeba iść z biegiem czasu. Myślałem że wy czarodziejki najlepiej to wiecie.
    - Nie przyszłam się droczyć, Vascoigne. Mogę usiąść?
    - Oczywiście - lecz zanim wskazał jej krzesło Filippa wyczarowała sobie bogato zdobiony fotel i usiadła. Vascoigne przez ułamek sekundy był zaskoczony obrotem spraw, lecz nic nie dał po sobie poznać. Czarodziejka rozsiadła się w fotelu i spytała:
    - Wysłałeś już człowieka w pogoni za Duchem?
    - Tak, najlepszego na jakiego mogłem sobie pozwolić.
    - Kogo? - spytała
    - Osberta Nohomme. Znasz go zresztą.
    - Oczywiście, że znam. Ciężko nie znać człowieka, który zniszczył nilfgaardzki wywiad w Redanii, jak i również zasiekł przywódcę obcego wywiadu - Czarnego Barona.
    - Więc wiesz, że do sprawy podszedłem poważnie.
    - A jego metody? Zamiast wziąć którąś z Wolnych Kompani zatrudnił skazańców!
    - Nie kwestionuję jego metod. Owszem, być może źle to wygląda z tej perspektywy, ale wierz mi, mają po co się fatygować.
    - A czy wie co dokładnie ma zrobić?
    - Poza odzyskaniem dokumentów? Nie zdradziłem mu nic, lecz podejrzewam że prędzej czy później się tego domyśli.
    - Te dokumenty nie mogą ujrzeć światła dziennego! Wiesz o tym!
    - Wiem, dlatego właśnie jego tam wysłałem! Nie jestem głupi jak Dijkstra. Ja w przeciwieństwie do niego podchodzę do takich spraw poważnie.
    - Miejmy nadzieję - po czym wstała z fotela i skierowała się do drzwi przy okazji sprawiając, że fotel zniknął. Gdy miała już wyjść odwróciła się do Szefa Wywiadu i powiedziała:
    - Jeżeli mu się powiedzie, dostanie to czego chce - po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
    - Oby tylko wrócił żywy - pomyślał Vascoigne i wrócił do przeglądania raportów.