Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 42565 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #45 dnia: Październik 12, 2014, 22:45:23 »
    Roland "Nieobliczalny"
    We śnie podchodzę do pięknej stajni... Wygląda ona na godną samego króla, jej złocony dach i cudownie zdobione okna skrywają w sobie miejsca dla urodziwych białych rumaków, które uważnie mi się przyglądają gdy wolnym krokiem idę ku nim. Jednego z nich głaszczę po ganeszy, po czym dosiadam go i galopem wyjeżdżam na zewnątrz. Chwilę później mknę po zielonej równinie, oświetlonej słońcem. Czuję się jak szlachetny rycerz, jednak po chwili...wszystko się zmienia. Niebo zasnuwa mrok, a słońce ustępuje czarnym chmurom. Rozglądam się wystraszony w okół. Nagle słyszę dziwny głos orzekający stanowczym i groźnym głosem - coś uczynił, odpłacone ci zostanie podwójnie... Usłyszawszy to, kieruję swego konia ku wielkiej, ciemnej smudze... Gdy w nią wjeżdżam, sen dobiega konca...

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #46 dnia: Październik 13, 2014, 00:03:49 »
    Czas: Od popołudnia 21 lipca do świtu 30 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
    Marcus Trethvey

    Gdy przepasałeś się ręcznikiem zauważyłeś, że drzwi otwierają się a w nich staje krasnoludzica z nowym ubraniem dla Ciebie oraz sporym worem na ramieniu. Ubranie było złożone w kostkę. Podeszła nie przejmując się twoim widokiem do ławy i położyła je.
    (click to show/hide)
    Twoje stare ubranie wzięła i skierowała się do drzwi wyjściowych z łaźni. Przy drzwiach obróciła się w twoją stronę i powiedziała:
    -Buty znajdują się za drzwiami. Są to czarne skórzane buty, zapewne ich nie przeoczysz. Gdy ogarniesz już się przyjdź do kuchni. Jak wyjdziesz z łazienki skieruj się w lewo korytarzem i w przedpokoju skręć w lewo. Zapewne usłyszysz jakieś głosy, tam będę czekać na Ciebie - po czym wyszła z łaźni. Po wytarciu się podszedłeś do ławy i zacząłeś ubierać się. Spodnie były trochę za duże, lecz przebolałeś to zapinając mocniej pas. Gdy wyszedłeś z łaźni rozejrzałeś się za butami. Stały one naprzeciwko drzwi oparte o ławkę.
    (click to show/hide)
    Usiadłeś na ławie i przymierzyłeś buty. O dziwo były dobre i przyglądając im się przez chwilę gdy je zakładałeś zauważyłeś, że buty są nowe, nieużywane. Gdy byłeś już gotowy ruszyłeś drogą, którą opisała Ci krasnoludzica. Po krótkim spacerze doszedłeś do kuchni, która była widocznie centrum życia domowników, ponieważ usłyszałeś rozmowy i co chwilę wybuchające śmiechy.
    (click to show/hide)
    Gdy wszedłeś do kuchni zauważyłeś, że przy stole siedzi trzech mężczyzn i jedna kobieta. Siedzą oni naprzeciwko siebie(zajęte dwa dalsze krzesła po lewej stronie stołu oraz dwa dalsze po prawej. Wolne są dwa pojedyncze w rogach stołu oraz dwa naprzeciwko siebie). Zauważyłeś, że jeden z nich opowiada jakąś historyjkę a reszta wręcz umiera ze śmiechu. Usłyszałeś:
    - No i jestem w sypialni van Hojrena, tego winiarza, wbity po jaja w żonę gospodarza. Ona wrzeszczy: "Bierz mnie, na bogów! Bierz! Jestem twoją ladacznicą, twoją małą k*rewką!". No, więc co robię? - opowiadacz odpowiedział sam sobie na to pytanie, wykonując sprośny gest pięścią . - Młotkuję ją, jakby świat miał się jutro skończyć. Jestem dwa ruchy od szczęścia, kiedy słyszę za sobą jęki. Zgadnijcie, kto stoi w drzwiach?
    - Kto? -
    spytała kobieta, wycierając chustką twarz z łez.
    - van Hojren. Ze spodniami opuszczonymi trzyma pałkę i wlepia uśmiechnięta ślepia w mój nagi tyłek, jak człowiek pustyni w studnię oazy.
    Wszyscy w moment roześmiali się ponownie. Po chwili jeden z nich pokręcił głową i rzekł:
    - A próbowałem Cię nauczyć, że każda rozkosz ma swoją cenę.
    - Cenę? Cenę można targować, zbić
    - zaprotestował opowiadacz - Nie z nim. Mimo swej miękkości ten człowiek ma wyłącznie jeden cel na oku...
    - Marcusie! Nie przy gościu! - powiedziała krasnoludka gdy zobaczyła Ciebie że stoisz w drzwiach z ciekawą miną na twarzy. Krasnoludka pokazała Ci wolny stołek przy opowiadaczu i powiedziała, wręcz wydała rozkaz byś usiadł tam. Gdy usiadłeś nalała Ci do talerza przysmak krasnoludów - zalewajkę - oraz położyła obok talerza dwie bułki.
    - Częstuj się tym czym nasza skromna chata bogata - powiedziała - Szef pojawi się najwcześniej pod wieczór, także masz sporo czasu by napełnić żołądek. A Ci tutaj to są zaufani ludzie Szefa. Kobieta to Diana - Diana kiwnęła Ci głową - obok niej siedzi Dherko - spojrzał na Ciebie i uśmiechnął się - Erharda już usłyszałeś i być może poznałeś - przedstawiony wyszczerzył zęby w twoją stronę i podrapał się po karku - Ten najbardziej milczący to Matthias - również kiwnął Ci głową - Ja nazywam się Ruthila i jestem gospodynią tego domu. Szef Ci się jeszcze nie przedstawił? Widocznie miał powód i ja za niego tego nie uczynię. W liście który dostarczył mi razem z tobą strażnik wyraźnie jest napisane, że po zapoznaniu oddziału masz iść na górę i czekać na szefa. Tak jak wcześniej wspomniałam, pojawi się pewnie gdzieś pod wieczór, lecz być może również wcześniej. Bogowie tylko wiedzą gdzie on się szlaja - rzekła, po czym splunęła za siebie do wazonu i poszła dalej gotować.
    (click to show/hide)
    - Gdy skończysz jeść pokażę Ci gdzie będziesz mógł odpocząć pracując - powiedział Matthias, po czym skierował swoje następne słowa do reszty towarzyszy: - Wy chyba macie coś do roboty? Wiecie, że jeżeli szef wpadnie a nie zrobicie tego co wam rozkazał to będzie źle - po tych słowach Diana, Erhard i Dherko wstali od stołu i skierowali się do wyjścia. Po chwili usłyszałeś jak drzwi się otwierają i zamykają. Po pewnym czasie gdy najadłeś się do syta wstałeś razem z Matthiasem i poszedłeś za nim. Po krótkim spacerze weszliście schodami na piętro. Stanęliście w rozwidleniu i Matthias powiedział : - Pokoje w prawym korytarzu należą do nas. Ty będziesz spał w pokoju, który znajduje się w lewym korytarzu. Tam właśnie pójdziemy - po czym ruszyliście do lokum. Gdy weszliście do środka, ujrzałeś taki widok.
    (click to show/hide)
    - Przyznaję, może to nie jest szczyt marzeń - powiedział - ale na podłodze nikt nie ma zamiaru spać. Lecz przyjdziesz dopiero tutaj później, teraz idziemy dalej - po czym Matthias zamknął drzwi od twojego pokoju i poszliście w głąb korytarza. Po chwili weszliście do dużego pomieszczenia.
    (click to show/hide)
    - Jak już pewnie domyśliłeś się z rozmowy z Szefem, nie jesteśmy zwykłą grupą. Więcej sam Ci powie. Lecz rozkazał mi, byś zapoznał się z tymi dokumentami - Matthias podszedł do jednej z biblioteczek i wyciągnął gruby plik dokumentów, po czym położył go na stole. - To czym się będziesz zajmował pomoże nam w robocie, lecz nie myśl, że będzie to łatwe. Zostawiam Cię teraz samego, będę na dole - po czym Matthias wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Zostałeś sam z dokumentami nie wiedząc co dokładnie twój nowy pracodawca oczekuje od Ciebie. Wiesz, że wypełnianie jego rozkazów może oczyścić twoje imię z wszelkich zarzutów, więc wziąłeś się do roboty. Podszedłeś do stołu, usiadłeś na jednym z wolnych krzeseł i rozpocząłeś przeglądanie dokumentów*. Okazało się, że wśród nich znajdują się papiery dotyczące śledztw w różnym stopniu zaawansowania przeciwko poszczególnym osobnikom. Zbiegiem okoliczności wszyscy siedzieliście w jednym więzieniu. Przypadek? To tylko bogowie mogli zweryfikować. Przez kolejne dni zajmowałeś się tym, co Ci rzekł Matthias - spałeś, jadłeś, ogarniałeś się i czytałeś cały czas te dokumenty, które otrzymałeś. Przez ten czas dobrze zapoznałeś się z resztą domowników. Wszystkich tylko martwił fakt, że ważny przez te dni ani razu się nie pojawił w domu. Lecz wszyscy wiedzieli, że nie ma sensu go szukać - jeżeli nie mógł się pojawić, to miał naprawdę dużo roboty. 28 lipca poznałeś kolejną osobę, która również zjawiła się niespodziewanie jak ty - kobietę(lub nawet babsko) o imieniu Aleksandra. Ona również była umieszczona w dokumentach, które przekazał Ci Matthias. Przez te dwa dni próbowałeś się z nią zapoznać, lecz miała ona dosyć trudny charakter. 30 lipca br. miałeś zamiar robić to co zawsze odkąd pojawił się w tym domu. Chciałeś znów przejrzeć dokumenty, by zapoznać się z nimi profesjonalnie - tak jak pewnie by oczekiwał od Ciebie Ważny lub Szef jak go tutaj nazywają. Gdy obudziłeś się po śnie, gdzie śniły Ci się jakieś bzdety zobaczyłeś, że ktoś stoi w drzwiach. Po chwili spostrzegłeś, że to  Ważny. Uśmiechnął się gdy zobaczył Ciebie lekko zmieszanego i powiedział : - Widzę, że przez ten czas jaki tutaj byłeś nie nudziłeś się. Zapoznałeś się z dokumentami, jak mniemam dosyć dobrze. Poznałeś moją grupę i chyba spodobała Ci się ona, lecz nie nią będziesz dowodził, to zapewne wiesz. Zbieraj się - rozkazał Ważny - Twój wielki dzień przed tobą. Przy okazji przyniosłem Ci broń i pancerz, na wszelki wypadek - powiedział, po czym wskazał Ci oparty prosty miecz jednoręczny w pochwie oraz tarczę z dziwnym mocowaniem i kolczugę z kapturem oraz do tego rękawice oraz ciemny płaszcz na to wszystko - Miecz jest dobrze wyważony, został zamówiony u znajomego kowala. Z tarczą był pewien problem przez brak twojej dłoni, lecz zręcznie sobie poradził. Mocowanie jest na pasy, także jak będziesz ją brał w uszkodzoną rękę masz możliwość jej "zapięcia". Nie wiem czy to się sprawdzi, mam nadzieję, że tak. Czekam na Ciebie na dole, Truśka też już czeka - po czym Ważny wyszedł i usłyszałeś jak schodził po schodach. Wstałeś z łóżka i zacząłeś się ogarniać.
    Opisz jak reagowałeś na pobyt tutaj. Możesz się rozwinąć lub opisać po krótce cały pobyt lub każdy dzień osobno - jak wolisz. Również opisz swoją reakcję na Aleksandrę.
    * Na chwilę obecną są to dane z tematu o Kartach Postaci. Wszystkie ważniejsze informacje poza wyglądem osobistym i umiejętnościami. Imię, ksywa, wiek i za co trafił do pudła.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Świt 30 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Wasze tymczasowe miejsce "zameldowania" czyt. loszek oraz hol loszku.
    Roland oraz Garvaleth, Sheldon oraz Arnulfr, Domenic, Xander.

    Skoro świt zostaliście brutalnie obudzeni w swoich celach. Do każdego z was podeszło dwóch strażników miejskich w pełnym uzbrojeniu. Kopniakami, szturchańcami oraz popychaniem wyciągnęli was z cel i ustawili w kolumnie. Wtedy wszyscy spotykacie się pierwszy raz. Po chwili  jeden ze strażników poprzypinał was do siebie, co mocno ograniczyło wasze ruchy. Pierwszy w kolumnie jest Sheldon, za nim stoi Garvaleth, po nim w kolejności Roland, Arnulfr, Domenic i Xander. Gdy kolumna została uformowana ruszyliście przed siebie za dwoma rosłymi strażnikami. Czterech kolejnych szło za wami. Po małych trudnościach na schodach doszliście do do holu. Do upragnionej wolności dzieliły was tylko duże drewniane drzwi prowadzące na zewnątrz Loszku. Niestety, nie mogliście uciec z racji tego że jesteście przypięci. Gdy prowadzący strażnik zatrzymał waszą kolumnę w loszku wyszedł na zewnątrz. W holu zostaliście wy, pięciu strażników miejskich oraz dwóch znanych wam strażników więziennych. Nie wiedzieliście co was czeka. Lecz zatliła się w was iskierka nadziei, że być może to Ważny upomniał się o was.
    (opiszcie waszą reakcję na to co się wydarzyło oraz wasze przemyślenia co was czeka)

    Wyjaśnienie co się działo z Xanderem po jego odpowiedzi na zadane pytanie przez Ważnego:
    Ważny stwierdził, że się nadasz do tej roboty i powiedział, byś odpoczął jakoś. Przydasz mu się do roboty. Po rozmowie strażnicy znowu wsadzili Cię do karceru, lecz przynieśli również jedzenie. Przez te dwa dni głównie spałeś, ponieważ nie mogłeś określić pory dnia lub nocy przez otaczającą Cię ciemność.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas:od popołudnia 28 lipca do świtu 30 lipca 1269 r.
    Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
    Aleksandra vel Truśka

    Gdy odpoczywałaś w łaźni do środka weszła krasnoludka i położyła ci cicho ubranie na ławie, po czym zabrała twoje stare. Gdy miała już wychodzić powiedziała - gdy odpoczniesz już ubierz się i przyjdź do kuchni. Buty będziesz mieć przed łaźnią. Gdy wyjdziesz stąd, skieruj się w lewo korytarzem do przedpokoju i skręć w lewo. Kolejnym korytarzem dojdziesz do kuchni - na pewno trafisz - po czym zamknęła drzwi za sobą. Gdy wstałaś z wanny wytarłaś się porządnie i podeszłaś do ławy. Zobaczyłaś ubranie przyniesione Ci przez krasnoludkę.
    (click to show/hide)
    Gdy ubrałaś się skierowałaś się w stronę kuchni. Chwilę Ci to zajęło, lecz w końcu trafiłaś. Gdy weszłaś do środka poczułaś to co każda gospodyni lubi - wszelakiego rodzaju zapachy bijące z garnka, zawartości talerzy, wypieku i przypraw. Gdy tak stałaś zauważyłaś, że ktoś siedzi przy stole. Był to Marcus. Być może przedstawił się tobie i wywiązała się jakaś rozmowa. Po chwili podeszła do Ciebie krasnoludka i powiedziała - Poznaliście się już? To dobrze, szkoda czasu na ceregiele. Siadaj i jedz babo! Musisz być pełna sił, jeżeli Szef przysłał Cię tutaj - powiedziała krasnoludka i pokazała Ci wolne krzesło. Gdy upewniłaś się, że nie zarwie się pod twoim ciężarem (przepraszam Huth, nie mogłem się opanować :D) rozsiadłaś się i czekałaś na jedzenie. Po chwili krasnoludka nalała Ci potrawki z cebuli oraz z innych warzyw i podała Ci pieczywo. Usiadła przy was i powiedziała:
    - Nazywam się Ruthila i jak domyśliłaś się, jestem tutaj gospodynią. Robię to co każda gospodyni - zajmuję się tym domem, dopóki szlag mnie nie trafi z tymi tutaj ludźmi - spojrzała na Marcusa i uśmiechnęła się do niego, po czym ciągnęła - jestem cholernie ciekawa czym przekonałaś Szefa, by Cię tutaj przysłał. Lecz to dobrze, póki jesteś tutaj pomożesz mi w kuchni oraz zająć się tym całym rozgardiaszem - powiedziała, po czym wstała od stołu i poszła na zaplecze. Gdy zjadłaś wiedziałaś, że możesz tutaj się przydać. Przez dwa dni pomagałaś Ruthili w kuchni, opiekowałaś się domem i mogłaś poczuć się prawie jak gospodyni. W międzyczasie poznałaś trochę lepiej innych domowników tego domu - Dianę, Dherko, Ekharda i Matthiasa. Miałaś lekki problem z zapamiętaniem ich dziwnych imion, lecz w końcu udało Ci się. Wieczorem 29 lipca położyłaś się spać tam gdzie zawsze - w pokoju Ruthily. Miała dwa łóżka więc podzieliła się z tobą. Spałaś praktycznie jak zabita, nie wiedziałaś, że pielenie grządek może być aż tak męczące, a przecież wychowałaś się w dołach smolnych! Przed świtem 30 lipca br. tak jak wczoraj obudziłaś się. Gdy  ogarnęłaś się trochę i sprzątnęłaś pościel po sobie poszłaś do kuchni. Tam usłyszałaś już rozmowę, jaka wywiązała się między krasnoludką a kimś, kogo już kojarzyłaś. Gdy weszłaś do kuchni zobaczyłaś Ważnego. Ten gdy Cię zauważył uśmiechnął się do Ciebie i powiedział: - Mam nadzieję, że Ruthila aż tak bardzo Cię nie wymęczyła - i szturchnął lekko krasnoludkę. Ta sobie w kaszę dmuchać nie pozwala i uderzyła go szmatką po zadku - Zbieraj się Truśko. Dziś twój wielki dzień. Nie tylko twój, lecz będziesz mieć swój udział w tym przedsięwzięciu. Oczekuj na mnie w przedpokoju, idę jeszcze po Marcusa - powiedział Ważny, po czym poszedł w stronę schodów.

    (Opisz swoją reakcję na to co się wydarzyło oraz jak możesz opisz dni, które spędziłaś w tym domu. Nie musi być szczegółowo, lecz może.)

    Offline Peterov

    • Awanturnik
    • *
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #47 dnia: Październik 13, 2014, 12:37:01 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Oho. Chyba nie wyjdziemy stąd tak łatwo jak myślałem. - Dodałem pod nosem na sytuację przed drzwiami.
    (Mogłem się odlać zanim stąd mnie wyprowadzili ale musiałem oczywiście wysłuchiwać historii tego buraka) - Myślę ściskając swoją prostatę siłą woli (i mięśni).
    Staram się wykonywać polecenia straży, gdyż w tym stanie i sytuacji nic nie zdziałam.

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #48 dnia: Październik 13, 2014, 12:58:32 »
    Xander
    Rozglądam się po holu i obserwuję skutych przede mną więźniów. Staram też się poruszać zastanymi mięśniami lecz w ostrożny sposób, aby strażnicy nie przyczepili się do tych ruchów, bo mogli by pomyśleć, że próbuję się uwolnić i uciec.

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #49 dnia: Październik 13, 2014, 13:04:42 »
    Arnulfr Brokvar

    Dosyć brutalne traktowanie strażników więziennych próbuję znieść spokojnie, jakiekolwiek awantury nijak mi obecnie nie pomogą, jako że jest to moja jedyna szansa na wydostanie się stąd. Jak się okazało, plotki były prawdziwe i Ważny faktycznie zbierał grupę do... czegoś. No, albo to albo wszyscy idziemy na grupową egzekucję. Wciąż jednak mam nadzieję, że to Ważny przyszedł by mnie stąd zabrać by wykonać tą jego robotę, nie ważna jaka by ona była.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #50 dnia: Październik 13, 2014, 18:25:20 »
    Garvaleth już w sumie zaczął przywykać do więziennej codzienności. W całej tej sytuacji szedł z raczej z zniesmaczoną miną  z powodu swego nie wyspania. Podczas tego "marszu" czasami spojrzał się chaotycznie to w lewą, to w prawą stronę; czasami rzucił jakieś przekleństwo pod nosem. Kiedy przechodzili obok drewnianych drzwiczek, czyli swoistej "bramy wolności" w jego umyśle na krótką chwilę zagościła wizja wolnego życia, ale nie byłą to wizja kolorowa i szczęśliwa. W tym widzeniu widział, jak znajduje swą ukochaną, ale ta nie chce się z nim zadawać z powodu siedzenia w lochach za morderstwo. Po tym nie mógł się pozbierać i co wieczór w tej samej karczmie w której pracowała kiedyś jego matka upijał się do nieprzytomności co w jego przypadku nie było trudnym zadaniem. Nie chcę takiej wolności.- głośno pomyślał i poszedł dalej.
    « Ostatnia zmiana: Październik 13, 2014, 23:24:56 wysłana przez ZdzisiuDywersant »
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8439
    • Piwa: 927
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #51 dnia: Październik 13, 2014, 19:01:02 »
    Marcus Trethvey
       Założyłem szaty i buty, po czym obejrzałem się. Ha, nie jest źle. Choć przydałaby się kieszeń, do której mógłbym schować lewą rękę. Po chwili wahania, drugą rękawiczkę schowałem za pas, uznając, że ostatecznie trzeba się pogodzić z faktem, a nie udawać przed samym sobą, że ciągle mam lewą dłoń. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w tafli wody w wannie, ciągle zastanawiając się, ile ważny musi mieć pieniędzy, skoro wykosztował się na nowe buty, po czym ruszyłem do kuchni.
    ***
       Pomimo wskazówek, plątanina korytarzy sprawiała mi problemy. Gdyby nie śmiechy, to bym się tu chyba zgubił. No, wreszcie kuchnia. Już po pierwszych słowach orientuję się, o co chodzi. I ja miałem dziwne przygody jako wojak, choć, trza przyznać, takich jak ten mężczyzna, to nie. Gdy krasnoludka poleca mi usiąść, czynię to, i patrzę wygłodniały na jedzenie, zdając sobie nagle sprawę, że od dawna... czyli od ostaniego posiłku w więzieniu, nie miałem nic w ustach. Mdli mnie z głodu, ale przedstawiam się grupce i staram się zapamiętać ich imiona. Wreszcie rzucam się na jedzenie.
    Już kilka chwil później ruszam za mężczyzną... zaraz... jak on miał... Matthias? Cholera wie, nieważne. Muszę skupić się na drodze, bo inaczej nie uda mi się tu z powrotem trafić. Wreszcie docieramy do pokoju. No, mały, ale przytulny.
    -Nie jest zły, zresztą coś mi mówi że nie tu będę spędzał większość czasu, mam rację? - odpowiadam Matthiasowi.
    ***
    Po wyjściu Matthiasa rozglądam się uważniej po pokoju. Podchodzę do mapy, i przyglądam się. Moje podejrzenia potwierdziły się, kraj na mapie to Redania. Na głos mówię sam do siebie:
    -Ha, ciekawym, czy przyjdzie mi jeszcze obaczyć Temerię... chociażby na mapie!
    Idę dalej. Regały i biblioteczki. Gdybym uczęszczał do jakiejś przyświątynnej szkółki, zapewne zainteresowałyby mnie zgromadzone tu dzieła, czymkolwiek były, ale nigdy nie ciągnęło mnie wcześniej do książek. Ostatecznie, podchodzę do stołu. Patrzę z niechęcią na gruby plik dokumentów. Znów mówię sam do siebie:
    -Ehh... mam nadzieję, że nie będą mnie z tej lektury odpytywać... - po czym jednocześnie ze zniechęceniem, jak i ze świadomością, że od tego zależeć może życie moje... lub moich ludzi, siadam do dokumentów. Już po chwili orientuję się, że owe dokumenty to akta moich przyszłych ludzi...
    ***
    Środek nocy z 21 na 22 lipca 1269
    Cholera... jest środek nocy - stwierdzam, budząc się. Leżę na jakichś dokumentach, przyglądam im się uważniej. Ach, tak. Xander, zwany Rzeźnikiem... z zawodu rzeźnik. Kanibal. Naprawdę, Ważny...? Gorszych nie było? Cóż, trzeba będzie uważać podczas wspólnych postojów na niego. I podczas walki też... nie wydaje mi się na zaznajomionego z rzemiosłem wojennym, jeszcze któregoś z nas przez przypadek zrani...
    Wlokę się powoli, jakimś cudem trafiając do właściwego pokoju. Nie rozbierając się, padam na łóżko z nadzieją, że reszta ludzi ma większe doświadczenie bojowe...
    ***
    Popołudnie 28 lipca 1269
    Brzuch boli mnie z głodu, ale jeszcze nie czas zejść na posiłek. Zostało mi już tylko kilka stron ostatniej osoby na dzisiaj. Roland, określany mianem "Nieobliczalnego". Coś takiego... zupełnie jak ja, gdym był młody, jeno on urodził się w tym samym roku co ja. Ha, doprawdy, i ja kiedyś jeno interesowałem się walką, pieniędzmi, dupczeniem i piciem. Wreszcie jakiś towarzysz godny mojej starej kompanii najemników...!
    -Ha, to były czasy! - mówię po raz kolejny w ciągu tych dni sam do siebie, po czym, zamykając jego akta, schodzę do kuchni poznaną już na pamięć drogą.
    ***
    Rozsiadam się wygodnie w kuchni, po czym spożywam zalewajkę... Ostatecznie nie jest zła - myślę sobie, starając się, by gospodyni nie zorientowała się o czym myślę, i nie poczuła się urażona - choć jak jem ją dzień w dzień, to, cholera... mam już tego dość.
    Przemagam się i dalej spożywam. Nagle słyszę ciężkie kroki z tyłu. Obracam się, a to, co widzę, przywołuje u mnie dwie myśli. Pierwsza to było stwierdzenie sprzed tygodnia, że krasnoludzkie kobiety są paskudne. Jak widać, ludzki też mogą takie być... - szybko odganiam tą myśl i skupiam się na drugiej, ważniejszej, tyczącej się dokumentu, jaki wczoraj przeglądałem. Aleksandra "Truśka" z Czornych... W tym wypadku nie mogę się mylić. Wstaję, po czym podchodzę do niej, podaję wyprostowaną prawicę w rękawicy, nie chcąc tracić czasu na kłopotliwe zsuwanie jej kikutem, po czym przedstawiam się:
    -Witaj, "Truśko". Jam jest Marcus Trethvey z Moën, herbu Dwie Wrony, rycerz wielkiego króla Foltesta Temerskiego.
    (click to show/hide)
    ***
    Późna noc z 29 na 30 lipca 1269
    Ech... Która to godzina? Nie ważne... już tylko jedna strona... Przekrwionymi, zmęczonymi oczami analizuję ostatnią stronę aktów ostatniej osoby... Elf? Tutaj? Coś takiego... - dopiero dociera do mnie, kim jest osoba, której dokument się tyczy. Kilka chwil gapię się bezmyślnie w dokument, po czym jakimś cudem docieram do pokoju. Tym razem zdejmuję ubranie, a raczej staram się to zrobić, po czym rzucam się na łóżko.
    ***
    Powoli wybudzam się ze snu. Nagle moje ciało dostaje gwałtowny impuls - dostrzegam kogoś na tle drzwi! Już przez chwilę byłem pewien, że burmistrz odkrył, gdzie się ukrywam, gdy zorientowałem się w swoim błędzie. W drzwiach stał ważny i miał ekwipunek. I to nie byle jaki. Natychmiast ubrałem się, założyłem również kolczą zbroję. Miecz w pochwie przypasałem, zaś tarczę, po chwili wahania założyłem na plecy, i zakryłem ją, jaki i kolczugę, płaszczem. Mam dziwne wrażenie, że podczas misji lepiej nie obnosić się z bronią i pancerzem na wierzchu. Ruszyłem pewnym krokiem za Ważnym, ciekaw, co się teraz wydarzy.

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #52 dnia: Październik 13, 2014, 19:45:42 »
    Aleksandra vel Truśka
    "Psiakrew, trzeba robić, co każą, byle nie wracać do ciupy..." pomyślała Trusia po wyjściu krasnoludzicy z łaźni. Szybko szorując się i ubierając przyrzekła sobie, że nie umrze dopóki sama sobie takiej łaźni na własność nie sprawi. Trzeba mieć jakiś cel w życiu.
    Dom wewnątrz robił na Trusi spore wrażenie, czuła się nieswojo w zadbanych pomieszczeniach. W końcu dotarła w głównej mierze po zapachu do kuchni, gdzie spotkała Marcusa.

    Na jego powitanie stanęła zamurowana. Ten człowiek widział jak się nazywa, ponadto zwrócił się do niej po pańsku i z szacunkiem(dla Trusi szacunek oznacza brak skrzywienia się na jej widok oraz trudno dla niej zrozumiałych i wprost przykrych komentarzy). W dodatku to był rycerz! Trusia zdołała się opanować, przypomniała sobie, że wypada dygnąć, co też uczyniła, sama czując się jak krasnoludzica w balecie.
    - Witaj, yyy mości rycerzu Marcusie... Tego, ee... pozwolisz, że się przysiądę - odrzekła i nie czekając na reakcję znalazła odpowiadające jej krzesło (ekhem MG). - Skąd znasz moje imię?

    Wtenczas pojawiła się Ruthila z jedzeniem. Trusia była zadowolona z prostego, ale sycącego jadła, dawno takiego nie miała w ustach. Słowa Ruthily ją ucieszyły, a zapowiedziana praca w domu pozwoliła zatrzeć niedawne wydarzenia, przywrócić do używalności ciało po więziennym zastygnięciu oraz poczuć się potrzebną i w niemal normalnej sytuacji życiowej. Przy okazji dowiedziała się paru rzeczy o pracowitości krasnoludzkiej rasy, co jej mięśniom i stawom niespecjalnie się podobało.
    Czwórka innych domowników wydała się dla niej dość grubiańską grupką wzajemnej adoracji, raczej ich unikała.

    Ranek 30 lipca przyniósł z pierwszymi promieniami słońca niepokój i przebudzenie z krótkiej 'rekonwalescencji'. Ważny był dla Trusi jak ręka losu spychającą ją w wejście mroczącego się tunelu. Spojrzała na Ruthily poważnie, powiedziała coś typowego "mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, dobrze mi tu było", ale sama była już myślami gdzie indziej. Sama miała do zabrania jedynie buciory, więc zapytała się jeszcze Ruthily czy jest dla niej jakiś ekwipunek.

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #53 dnia: Październik 13, 2014, 22:04:29 »
    Roland "Nieobliczalny
    Zapewne mój pobyt w lochu dobiega końca...cóz, nie mogę się doczekać ponownego chwycenia oręża w dłoń, przyodziania zbroi i czynienia tego, co należy. Ciekawym jest, co takiego los mi zgotuje, jakie zadania przydzieli mi ten nieznajomy i przeciw komu będę wylewał swój gniew. Liczę, że sprawa za którą mam ponoć ryzykować życiem jest słuszna, albowiem warto odkupić swój ostatni uczynek, bo to tak naprawdę jedyny, za który mi tak bardzo wstyd...

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #54 dnia: Październik 14, 2014, 19:23:49 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Brutalnie wypchnięto mnie za drzwi.
    Będąc w więzieniu starałem się trzymać formę, jednak pobyt w karcerze mocno mnie osłabił. Mięśnie musiałem rozruszać, ból w stawach rozchodzić. Rozejrzałem się
    Grupka ludzi z krasnoludem na czele, wszyscy sczepieni kajdanami. Z karceru obok wyprowadzono innego człowieka. "Czyżby to był ten, który krzyczał w nocy?"
    Doczepili mnie, pomiędzy zaniedbanym mężczyzną z jasnymi włosami i brodą a ciemnowłosym kolesiem ze szramą na twarzy, który "mieszkał" za ścianą.
    "Gdzie nas prowadzą? Powiedziałem Ważnemu co mogę zrobić, ale nie wydaje mi się by to za jego poleceniem wyciągnięto mnie i resztę więźniów z cel. Może tylko przenoszą nas do innej placówki? Albo odprowadzają nas do wyjścia, gdzie Ważny pokaże mi, lub nam,  co robić?"
    Uśmiechnąłem się do swoich towarzyszy, i z podniesioną głową ruszyłem do przodu, pociągnięty przez łańcuch, i szturchnięty przez milicjanta.

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #55 dnia: Październik 14, 2014, 21:39:49 »
    Czas:Poranek 30 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor; kuchnia oraz przedpokój kwatery. Podwórze przed frontem domu oraz ulica.
    Marcus Trethvey
    Gdy schodziłeś schodami zauważyłeś, że Ważny już czekał na Ciebie lecz patrzył w inną stronę. Gdy zszedłeś już spojrzałeś tam, gdzie on się patrzył. Zauważyłeś, że Aleksandra dostaje od Rutheli duży podręczny worek, zapewne z prowiantem i innym wyposażeniem wprost dla niej. Kobiety weszły do przedpokoju.

    Aleksandra vel Truśka
    Krasnoludka gdy usłyszała twoje pytanie poszła do magazynku. Za chwilę stamtąd wyszła i niosła spory worek podróżny. Gdy podeszła do Ciebie powiedziała : - To dla Ciebie Aleksandro. Masz tam wszelkiego rodzaju przyprawy jakie Wam się przydadzą w drodze jak i również coś do jedzenia. Dwa bochenki chleba, parę pięt kiełbasy, trochę smalcu w garnku pod przykryciem, trochę marchwi, ziemniaków, cebuli oraz buraków. Do tego dołożyłam Ci jeszcze mały garnuszek metalowy oraz patelnię, mały kociołek i chochlę. Może to mało, może to dużo, lecz wiem, że wykorzystasz wszystko tak tylko jak potrafisz - po czym wręczyła Ci go. Podniosłaś go i zarzuciłaś sobie na plecy. Zauważyłaś, że twarz krasnoludki spochmurniała, a w oczach pojawiły się łzy. Gdy zauważyła to odwróciła swoją głowę w stronę przedpokoju i zauważyła stojącego Szefa i Marcusa, którzy im się przypatrują. Krasnoludka powiedziała: - Nie dajmy im czekać - po czym ruszyła do przedpokoju, a ty za nią. Weszłyście do przedpokoju.

    Razem

    Ruthela powiedziała do Marcusa: - Powodzenia, panie rycerzu. Mam nadzieję, że gdy będziesz jeszcze raz w Tretogorze, odwiedzisz takie babsko jak ja - po czym roześmiała się smutno i spojrzała na Ważnego - Uważaj na siebie. Nie chciałabym dowiedzieć się od twojego szefa, że zginąłeś za głupią sprawę - po czym podeszła do Niego i objęła go w pasie. Ważnemu trochę zabrakło dechu w piersiach, tak go ścisnęła i odwzajemnił uścisk. Powiedział: - Zginęlibyśmy gdybyś nie miała głowy na karku. Opłaty są zrobione, lecz jeżeli będziesz miała jakieś kłopoty, to wiesz gdzie masz iść - po czym puścił krasnoludkę. -Wiem - odrzekła i obtarła twarz z łez. Gdy podeszła do Aleksandry również ją uściskała i rzekła: - Takiej drugiej baby jak ty to ze świecą szukać. Dbaj o te chłopiska, przyda im się babia ręka - po czym rozpłakała się. Trochę głupio wam się zrobiło, lecz obowiązki wzywały. Ważny otworzył drzwi i przepuścił was przodem. Gdy wyszliście zauważyliście, że jego oddział był już na koniach. Przy furtce czekał na was powóz z klatką z tyłu, coś sporego przykryte plandeką oraz siedzisko do powożenia. Zauważyliście również, że przy wozie oczekuje mlecznobiały koń z rzędem. Gdy podeszliście do wozu odwróciliście się w stronę domu. Ważny wyszedł już z domu i podążał za wami, a w drzwiach pojawiła się krasnoludka z jakąś szmatą do wycierania twarzy. Po chwili Ważny podszedł do mlecznobiałego konia i wsiadł na niego. Poklepał go po karku i koń zarżał. Ważny spojrzał na was i powiedział: - Zapewne domyślacie się co macie zrobić. Jeżeli ty Truśko niezbyt, to mam nadzieję że Marcus wyjaśni Ci po drodze jakie czeka was zadanie. Teraz wsiadajcie na wóz, pojedziemy do więzienia po resztę waszej grupy. Gdy tylko ich zapakujemy na wóz i wyjedziemy z miasta powiem wam co dalej macie zrobić. Po chwili gdy weszliście na wóz nie mogliście się zdecydować kto ma powozić. Czy ty Truśko z obydwoma rękami, czy ty Marcusie z jedną ręką. Po chwili zdecydowaliście i cała gromadką ruszyliście w stronę więzienia. Gdy odjeżdżaliście Ważny i reszta grupy pomachał w stronę Rutheli, a ona zrobiła to samo. Ruszyliście w drogę do swojego byłego domu - więzienia.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Akcja: Tretogor; Hol loszku oraz podwórze przed więzieniem wychodzące na ulicę.
    Wszyscy więźniowie

    Gdy tak staliście robiliście różne rzeczy. Głównie to rozglądaliście się i rozmyślaliście co się stanie być może za chwilę. Niektórzy z was zauważyli, że strażnicy są dziwnie uważni. Widocznie na coś lub na kogoś czekali. Po pewnym czasie ten co wyszedł wcześniej z loszku wrócił i powiedział : - Zbliża się ta pora. Wyprowadzić więźniów.
    Strażnicy podeszli do was i pokazali wam wyjście. Ruszyliście przed siebie i po chwili wrota zostały otworzone. Do środka wpadły niezliczonego promienie świetlne i oślepiły was na chwilę. Niektórych was bardziej, niektórych gorzej. Po chwili gdy przyzwyczailiście się do panującej jasności strażnicy wyprowadzili was na zewnątrz więzienia. Byliście prawie wolni! Prawie, bo ciągle skuci. Po chwili gdy tak staliście zauważyliście, że ludzie zaczynają się zbierać z myślą, że będzie niedługo egzekucja. W tłumie ktoś tam krzyknął: - Bandyci! Elfie nasienie! - w innym miejscu - Na stos z nimi! - gdy strażnicy zauważyli, że zbiegowisko zaczęło zatarasowywać drogę rozpoczęli przeganiać ludzi, by poszli sobie. Po dłuższej chwili tłum się przerzedził i w końcu wszyscy poszli sobie zajęci swoimi sprawami. Lecz strażnicy stanęli po dwóch stronach drogi wyraźnie kogoś wypatrując. Po pewnym czasie jeden z nich krzyknął: - Jadą! - po czym wskazał palcem paru ludzi na koniach oraz wóz, który jechał za nimi. Wy nie mogliście go dojrzeć z racji tego, że zasłaniał wam budynek.

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #56 dnia: Październik 14, 2014, 22:06:23 »
    Xander
    Łapie w płuca świeże powietrze, rozluźniam mięśnie i szepczę do towarzysza stojącego przede mną:
    - Gdy się zrobi coś co mogłoby pozbawić nas tej szansy na wolność stajemy razem do walki ?? Ja postaram się załatwić straż po lewo ty po prawo. - Mówię to cicho lecz z pewnością.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8439
    • Piwa: 927
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #57 dnia: Październik 14, 2014, 23:44:13 »
    Marcus Trethvey
    Odpowiadam krasnoludce:
    -Ha, pewno, że mus mi tu będzie przyjść, jak Tretogor odwiedzę. Jeno... chyba nie zaszczycę redańskiej stolicy, póki burmistrz nie zejdzie z tego świata, tak dla bezpieczeństwa swego, i moich cennych kości. Bywaj, Ruthilo! Nigdym jeszcze takiej gościnności nie zaznał!
    Lekko wzruszyło mnie to pożegnanie... Od razu do głowy wpłynęły wspomnienia z pożegnań z towarzyszami, z którymi już się nie spotkam... Ech... stary i sentymentalny się już robię - pojawia się myśl w mojej głowie, po czym wychodzę przez drzwi.
    Ukrywając moje wewnętrzne rozrzewnienie, niemal odruchowo pozdrowiłem oddział Ważnego. Zauważyłem, że w jego towarzystwie są o wiele bardziej poważni, niż zwykle. No tak, wyruszamy wypełnić zadanie - kolejna myśl w mojej głowie, brzmiąca tak banalnie... Cholera. Zdecydowanie się starzeję.
    Zamyślony, wsiadam na wóz, po czym pytam się Truśki:
    -Truśko, umiesz powozić? Jeśli otrzymuję odpowiedź negatywną, biorę lejce do ręki, i staram się prowadzić wóz dość pewnie, mimo mojego inwalidztwa.
    Jeśli odpowiedź jest twierdząca, tłumacząco okazuję kikut, po czym mówię:
    -W takim razie, sądzę, że nadasz się do tego lepiej niż ja.
    Po chwili milczenia, zaczynam krótką przemowę, tłumaczącą nasze zadanie:
    -Trafiłem tu z pudła, by, jak to on określił, dowodzić grupą ludzi, która może mi w każdej chwili wbić nóż w plecy. Nie pierwszyzna to dla mnie. Jestem weteranem wojennym, lecz myśl o tym, że miałbym was przeciwstawić czemukolwiek, co odebrało podstawowe wyszkolenie wojskowe, wyrzuciłem z głowy gdy tylko zobaczyłem wasze akta. Doprawdy, przy was ci, jak im tam było... be-pe-pe, to elitarna formacja wojskowa. Choć, trza przyznać, szyk trzymać umieli. Kto wie, może tylko dzięki temu oraz twardej postawy nas, landsknechtów pod Brenną, nie jesteśmy niewolnikami nilfgaardzkich psów...Wybacz, zszedłem z tematu. Mam jednak doświadczenie z młodości w dowodzeniu grupami najemników, rębajłów, którzy za kilkadziesiąt orenów podjęliby się zabić każdego. Myślę, że o coś takiego chodzi. Sądzę, że mamy kogoś wytropić i zlikwidować.

    Offline Peterov

    • Awanturnik
    • *
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #58 dnia: Październik 15, 2014, 11:15:39 »

    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Ku*wa, ale świeci - Mówi sam do siebie, lekko podirytowany faktem, że słońce akurat świeci mu w oczy.
    Mimo wszystko podążam za strażą, by nie zmarnować szansy na odzyskanie wolności. W końcu podlegam systemowi.

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #59 dnia: Październik 15, 2014, 19:06:07 »
    Arnulfr Brokvar

    Mrużę oczy, próbując się przyzwyczaić do dawno niewidzianego w takiej ilości światła i podążam spokojnie za współwięźniem. No, przynajmniej próbuję być spokojny a łatwe nie jest, gdy cały tłum spodziewa się egzekucji, tak bardzo że aż sam zwątpiłem w ratunek i przybycie Ważnego. A przynajmniej dopóki jeden ze strażników oznajmił, że ktoś nadjeżdża. Może to on? Oby, bo zamiast zginąć w egzekucji to niedługo wykończą mnie nerwy.