Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 42484 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #30 dnia: Październik 09, 2014, 00:42:50 »
    Aleksandra vel Truśka
    Nieczęsto spotykane opanowanie i waga słów mężczyzny sprawiały, że Trusia poczuła jakby wszystko weszło na ubity bezpieczny trakt, z którego nie tyle lepiej, ale i całkiem bezsensu, jest schodzić. Spojrzała na strażnika na tyle pewnie i poważnie, na ile umiała w obecnym stanie i powiedziała - No, to prowadźcież, panie strażniku.

    Online Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #31 dnia: Październik 09, 2014, 07:50:39 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Dotykam zimnej ściany. "Czy to ktoś zareagował krzykiem na mój krzyk? A może odwrotnie, to mnie ze snu wyrwały jego jęki?"
    Przytykam ucho do ściany.
    (click to show/hide)
    (click to show/hide)
    (click to show/hide)

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #32 dnia: Październik 09, 2014, 08:12:24 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Roland...jestem redańskim rycerzem i tak, gówna doświadczyłem hehe. Moja przeszłość też jest w sumie niewazna... jednak siedzieć tu nie mam ochoty jakoś, za co cię wsadzili? - pytam z czystej ciekawości.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8431
    • Piwa: 923
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #33 dnia: Październik 09, 2014, 09:09:35 »
    Marcus Trethvey
    Przyglądam się z mściwą satysfakcją. Przybliżam się i jeśli jest możliwość, próbuję staranować strażnika głową lub rzucić się na niego całym swoim ciałem.
    « Ostatnia zmiana: Październik 09, 2014, 09:47:46 wysłana przez lllew »

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #34 dnia: Październik 09, 2014, 11:33:26 »
    Xander
    - To był tylko sen Oni tu nie przyjdą, przecież już dawni nie żyją. - Mówię cicho sam do siemię.
    Stając przy ścianie do której dobiega krzyk stukam w nią i się pytam:
    - Co się dzieje ? Spróbuj się uspokoić, bo spać nie mogę. Następnie podchodzę do drzwi karceru i wołam:
    - Dalibyście coś do żarcie, ileż można bez jedzenia wytrzymać ?

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #35 dnia: Październik 09, 2014, 20:40:04 »
    Arnulfr Brokvar

    - Swoją drogą Sheldon... wiesz może o co dokładnie chodzi tamtemu ważnemu i czemu szuka "towarzyszy" w więzieniu? - Pytam krasnoluda, przewracając się na bok tak, by skierować się w jego stronę. Pan Ważny mówił, że przyjdzie za kilka dni więc nie ma zbyt wiele opcji by zabić czas poza rozmową. Jeśli strażnicy zostawili jakieś jedzenie, biorę się po skończonym pytaniu za posiłek.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #36 dnia: Październik 09, 2014, 21:23:46 »
    Garvaleth
    Odpowiada na zadane przez Rolanda pytanie.
    Może to zabrzmi głupio, ale siedzę za niewinność- mówiąc to, siedział luźno oparty o ścianę i spojrzał na sklepienie- Dwa lata temu banda zbirów- jak się potem okazało, było ich 14- zabiła mi ojca. Co prawda był on strażnikiem miejskim w Wyzimie Klasztornej i jego praca wiązała się z dużym ryzykiem. Tamtego wieczoru miał wieczorny patrol wraz 3 innymi ludźmi. W sumie 2 tarczowników i 2 halabardników. Rano, obok lokalnej karczmy znaleziono ich ciała. Rany po obuchach i ostrzach. Mo ojciec był doświadczonym wojownikiem, dlatego popieram przypuszczenia, że napastnicy musieli ich w jakiś sposób zaskoczyć. Później rozpoczęło się śledztwo- mówił to już z wyraźną złością-które trwało za krótko i nie ustaliło kto ich zabił. Wtedy domyśliłem się, że te sukinsyny skorumpowały straż. Moje przypuszczenia okazały się słuszne kiedy "zachęciłem" jednego nieco wyżej postawionego strażnika żeby mi powiedział co w trawie piszczy. I tak tropiłem morderców swojego ojca, lecz nie po to, żeby się zemścić, tylko po to, żeby chociaż trochę oczyścić społeczeństwo z takiego zepsutego ścierwa jakim byli tamci ludzie. Można powiedzieć że byłem samozwańczym katem, bądź paladynem- mówiąc to uśmiechnął się lekko- Tropiłem ich tak 2 lata, aż trafiłem do Redanii a mianowicie do tego rynsztoku, który tutejsi nazywają Tretogorem. Ich kryjówkę znalazłem szybko i nauczony walki zweihanderem przez mego ojca- wybiłem ich. Tak się darli jak ich wyżynałem, że ściągnęło to straż. I tak o to znalazłem się tutaj-westchnął, popatrzył w stronę rozmówcy i powiedział: Jak myślisz jest jakikolwiek sposób żeby stąd się jakoś wydostać?
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #37 dnia: Październik 10, 2014, 00:17:28 »
    Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
    Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
    Marcus Trethvey
    Rzucając się na strażnika nie przemyślałeś jednego - przewracając strażnika przewracasz również swojego wybawcę. Przewracacie się wszyscy, lecz dałeś szansę swojemu wybawicielowi na atak. Leżąc na podłodze wybawca kopnął mocno kolanem strażnika, którego na chwilę zamroczyło. To wystarczyło by wytrącić mu broń z ręki. Leżąc na brzuchu odwracasz się na bok. Zauważyłeś teraz, że twoim wybawcą okazał się "ważny". Ważny podniósł się na tyle szybko, by silnym kopnięciem w brzuch oddalić zagrożenie ze strony strażnika. Strażnik składał się z bólu, a ważny wziął pałkę i uderzył nią w głowę strażnika. Temu ostatniemu przestało zależeć na wszystkim, ponieważ stracił przytomność. Ważny spojrzał na Ciebie i podszedł do Ciebie by pomóc Ci wstać. Gdy pomagał Ci się podnieść powiedział - widzisz? Ten atak był zamierzony. Możesz nie być tak bezpieczny, jak myślisz. Ale to nic, burmistrz będzie mógł przestać się martwić o Ciebie - po czym ważny otrzepał się z kurzu i podszedł do stojaka na broń. Z wrażenia postanowiłeś nie odstępować go ani na krok. Ważny uśmiechnął się tylko i po zabraniu miecza i sztyletów podszedł do nieprzytomnego strażnika i zabrał od niego klucze do kajdan. Gry zabrał je podszedł do Ciebie i uwolnił Ci ręce. Poczułeś ulgę, gdy kajdany zostały ściągnięte. Gdy rozcierałeś rękę do holu wszedł strażnik, który poszedł po patrol. Spojrzał na swojego "kolegę" lecz olał go całkowicie. Powiedział - Patrol przybył. Więzień wychodzi? - spytał. Ważny spojrzał na niego z udawaną pobłażliwością i odpowiedział mu pozytywnie. Machnął na Ciebie ręką, byś wyszedł z nim przez drzwi. Gdy wyszedłeś z loszku oślepił Cię blask  słońca, którego dawno nie widziałeś. Oparłeś się o mur i zacząłeś przyzwyczajać się do panującej jasności. Tymczasem ważny podszedł do dowódcy patrolu i przekazał mu jakiś papier. Usłyszałeś, że zaprowadzą Cię do jakiegoś domu. Gdy ważny załatwił wszystko z dowódcą zachęcił Cię byś podszedł. Podszedłeś do patrolu cały czas zasłaniając zdrową ręką oczy by szybciej przyzwyczaić wzrok. Gdy podszedłeś ważny powiedział - Pójdziesz teraz z tymi oto panami. Nic Ci się nie stanie, chyba że sam-wiesz-kto coś przewidział. Spotkamy się wieczorem w miejscu, gdzie oni Cię zaprowadzą - po czym odszedł w kierunku stajni Straży Miejskiej. Dowódca patrolu odprowadził wzrokiem ważnego, po czym zlustrował Cię od nóg do twarzy tylko na chwilę zatrzymując się na kikucie - Idziesz z nami. I żadnych głupich pomysłów, wszarzu. Swędzi? - spytał się, po czym odwrócił się plecami do Ciebie. Strażnicy stanęli za tobą i po bokach i ruszyłeś z nimi (opisz całe swoje zachowanie podczas zamieszania). Poszedłeś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali Ci się, lecz nie można było się im dziwić - cały byłeś brudny oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
    (click to show/hide)
    Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
    (click to show/hide)
    Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
    -Czego tu?
    -Miałem przyprowadzić tutaj więźnia. To pism...
    -Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest -
    rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałeś, że to musi się źle skończyć.
    -Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Gdy jeden z nich przechodził obok Ciebie, powiedział cicho - Mogłeś zostać w ciupie. Pokorny jak baranek wszedłeś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc stanąłeś na środku przedpokoju.
    (click to show/hide)
    W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłeś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu niezauważyłeś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
    -Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Na to - wskazała kikut - nie podziałam, lecz na resztę postaram się. Chodź za mną.
    Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
    (click to show/hide)
    do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałeś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłeś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
    - Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
    (click to show/hide)
    (Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z walką, podróżą i pomieszczeniami).
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: od wieczora 23 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
    Roland "Nieobliczalny" oraz  Garvaleth
    Minął tydzień odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Od wieczora 25 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz  Arnulfr Brokvar
    Minęły cztery dni odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Poranek 27 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku oraz ponownie pokój przesłuchań.
    Xander
    Gdy usłyszałeś głos otwieranego zamku myślałeś, że przynieśli Ci jakiekolwiek jedzenie. Tymczasem przyszli znowu Ci dwaj strażnicy, którzy wcześniej Cię ogłuszyli. Wiedziałeś, że opór wobec nich jest daremnym pomysłem więc poddałeś się im. Strażnicy podeszli do Ciebie i podnieśli Cię. Wzięli Cię za ramiona i wyprowadzili z karceru. Zaprowadzili Cię do znanego tobie pomieszczenia, w którym czekał już Ważny. Gdy zobaczył Cię pokazał na znany taboret. Strażnicy posadzili Cię i wyszli z pomieszczenia. Zauważyłeś, że na stole znajduje się półmisek z kromkami chleba oraz trochę słoniny. Twój żołądek przywarł już do kręgosłupa, lecz wiedziałeś że musisz czekać na pozwolenie. Po chwili gdy nic nie robiłeś Ważny uśmiechnął się do Ciebie i pozwolił Ci przegryźć coś, bo stwierdził, że z trupa nic się nie dowie. Rzuciłeś się na jedzenie jak oszalały, lecz kajdany trochę Ci przeszkodziły. Wziąłeś do rąk tylko kawałek chleba. Powąchałeś go - świeży. Prawdopodobnie ledwo co z piekarni zabrany. Gdy przeżuwałeś kromkę chleba Ważny powiedział: -Trzeba było być takim zadziornym wczoraj? Wystarczyło wsadzić swoją dumę głęboko w zadek. Byś się nie zadławił podczas odpowiedzi, przełknij najpierw. Gdy to zrobisz, odpowiedz mi. Dlaczego zabiłeś tamtych wieśniaków? I co Ci do łba strzeliło, żeby sprzedawać mięso z ludzi innym ludziom?
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: od wieczora 27 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Usłyszałeś, że z innego karceru kogoś wyprowadzają. Być może była to osoba, którą usłyszałeś przez ścianę. Po pewnym czasie zacząłeś rozmyślać nad wszystkim, czego dokonałeś oraz co chciałbyś znów w życiu osiągnąć jeżeli zostaniesz uwolniony. Mając na myśli uwolniony myślisz o tym, jak uwolni Cię Ważny. Oczekując na niego na zmianę śpisz oraz jesz co podają Ci strażnicy - suchy chleb i wodę. Wiedząc, że długo tak nie pociągniesz wyczekujesz dnia, gdy wyjdziesz z tego pierdla. Minęły dwa dni, ważny do tej pory się nie pojawił u Ciebie. Zacząłeś wymyślać jakieś powody, dlaczego się jeszcze nie pojawił, lecz wiedziałeś że przyjdzie po Ciebie. Ważny tak powiedział i zaufałeś jemu słowom, mimo tego że jest znienawidzonym człowiekiem. Nocą 29 lipca zapadasz w sen (opisz jeszcze raz sen :D)
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: 28 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Ulice miasta oraz front domu.
    Aleksandra vel Truśka
    Poszłaś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali się tobie,  lecz nie można było się im dziwić - cała byłaś brudna oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
    (click to show/hide)
    Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
    (click to show/hide)
    Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
    -Czego tu znowu?
    -Miałem przyprowadzić tutaj ją. To pism...
    -Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest -
    rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałaś, że to musi się źle skończyć.
    -Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Pokorna jak owieczka wlazłaś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałaś co ze sobą zrobić, więc stanęłaś na środku przedpokoju.
    (click to show/hide)
    W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłaś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu nie zauważyłaś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
    -Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Chodź za mną.
    Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
    (click to show/hide)
    do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałaś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłaś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
    - Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
    (click to show/hide)
    (Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z podróżą i pomieszczeniami).

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #38 dnia: Październik 10, 2014, 11:16:40 »
    Xander
    Po zjedzeniu kromki chleba uśmiechnąłem się i powiedziałem:
    - Drogi panie czy zastanawiałeś się kiedyś czemu potwory gustują w naszym mięsie? Bo ja tak i doszedłem do wniosku, że jesteśmy dla nich najsmaczniejszym gatunkiem. Więc skoro one zajadają się nami, to pomyślałem, że czemu by też nie spróbować mięsa innych ludzi. Z początku miałem mieszane uczucia do tego czynu i problemy z sumieniem, ale po spróbowaniu pierwszego kawałka wszystko mi przeszło, lecz wiedziałem, że to złe jednak nie mogłem się powstrzymać od jedzenia tak wspaniałego mięsa. Jednak z czasem smak ten przestał mnie bawić i coraz rzadziej dokonywałem zbrodni. Dlaczego sprzedawałem ludzkie mięso innym osobą? Chyba aby sprawdzić ich reakcje na to co jedzą. Z początku nie narzekali i im smakowało, lecz z czasem chcieli wiedzieć skąd mam takie mięso, a ja im tłumaczyłem że to tylko taka partia świń. Po pewnym czasie już im nie sprzedawałem, ale było kilku co się domagali więcej. Jak widzisz te zapędy kanibalistyczne już mi przeszły, bo to mięso mi się już przejadło.

    Offline Peterov

    • Awanturnik
    • *
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #39 dnia: Październik 10, 2014, 12:00:59 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Arnulfr Brokvar

    - Swoją drogą Sheldon... wiesz może o co dokładnie chodzi tamtemu ważnemu i czemu szuka "towarzyszy" w więzieniu? - Pytam krasnoluda, przewracając się na bok tak, by skierować się w jego stronę. Pan Ważny mówił, że przyjdzie za kilka dni więc nie ma zbyt wiele opcji by zabić czas poza rozmową. Jeśli strażnicy zostawili jakieś jedzenie, biorę się po skończonym pytaniu za posiłek.

    Rozmyślając w końcu nad pytaniem z przed dni odpowiadam wreszcie.
    To jest dobre pytanie. Pewnie zabiorą nas na jakiś obóz prac, może do tartaków, może do kamieniołomów. Sam nie wiem, ale przynajmniej żarcie przynoszą punktualnie.

    ...kilka godzin później...

    Zapadam w sen(JAK MG ROZKAZAŁ)
    (click to show/hide)

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #40 dnia: Październik 10, 2014, 17:04:52 »
    Arnulfr Brokvar

    Czuję coraz większe zdenerwowanie. Według plotek, Ważny rozmawiał także z innymi skazańcami w więzieniu, możliwe więc że znalazł sobie lepszych ludzi do tego co tam chciał. O ile mam wielką nadzieję, że się mylę, brak jakiegokolwiek kontaktu przez ostatnie dni nie jest pokrzepiający. Nie mając co robić, zapadam w sen.
    (click to show/hide)

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8431
    • Piwa: 923
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #41 dnia: Październik 10, 2014, 17:35:57 »
    Marcus Trethvey
    (click to show/hide)

    Online Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #42 dnia: Październik 10, 2014, 18:10:15 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Leżę w łożku, z trzema ludzkimi kobietami i elfką. Wszystkie śpią. Wstaję, rozglądam się po pokoju. Jest to dość duże pomieszczenie, z dwoma oknami wyglądającymi na morze, wielkimi dębowymi drzwiami wejściowymi. Przy jednej ze ścian znajduje się łóżko z baldachimem, w którym leżą roznegliżowane kobiety. Przy drugiej, tej naprzeciwko drzwi znajdują się szafy oraz duży stół, na którym widzę ślady po obfitej, wczorajszej wieczerzy. Na drewnianych wieszakach na szafie (nie w, haczyki sązaczepione o lekko rozchylone drzwi szafy) wisi zniszczony, brudny i poplamiony krwią strój. Obok niego, na ziemi leżą szczątki pękniętego kostura bojowego z dwoma ostrzami na obu końcach, a tuż obok prosty miecz jednoręczny bez żadnych ozdób i pochwy. Podchodzę do stołu. Sięgam po karafkę wina, nalewam go do jednego z kieliszków, wypijam duszkiem, i zauważam kartkę na środku stołu, pomiędzy świecami, przybitą sztyletem nerkowym do niego. Przysuwam się, i  czytam
    (click to show/hide)
    (click to show/hide)


    Budzę się. Tym razem oddycham spokojnie. Po chwili powownie zapadam w sen. Później już nie pamiętam treści listu.
    « Ostatnia zmiana: Październik 11, 2014, 13:52:14 wysłana przez NeToMaN »

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #43 dnia: Październik 10, 2014, 20:49:10 »
    Garvaleth
    Znajduje się nagi na zielonej, dziewiczej łące pod czystym, błękitnym niebem. Słońce jasno świeciło i ptaki radośnie śpiewały.. Nie wiedzieć czemu, wypełnia go szczęście, przez co poruszając się do przodu skacze z nogi na nogę i radośnie macha rękami. Nagle spotyka driadę, krasnoluda i elfkę. Są tak samo radośni jak on i tak jak on- nadzy. Wszyscy się chwytają za ręce i w kółku tańczą radośnie, głośno się przy tym śmiejąc. Przez tą sielankę nawet nie zauważyli, jak na niebie pojawiły się czarne chmury i zaczął padać deszcz- ale nie wody, lecz mieczy. Była to wręcz istna nawałnica. Radość i szczęście skończyło tak szybko, jak się zaczęło. Towarzysze Garvaletha w mig zostali poprzebijani spadającymi ostrzami, lecz on pozostał żyw. Kiedy łąka spłynęła krwią tych nieszczęśników, przestało padać i pojawiła się czarna jak nocne niebo mgła. Garvaleth klęczał sam, nagi pośród ciemności.  Wtedy przebudził się spocony i wręcz wykrzyczał: Co to k*rwa było!?
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #44 dnia: Październik 10, 2014, 22:25:32 »
    Aleksandra vel Truśka
    Idąc wśród strażników czuła satysfakcję, że jest poza więzieniem. W obecnym stanie nie musiała niczego udawać, szła ulicami jak zwycięzca. Tak jak przez całe życie, tak i teraz odpowiadała na spojrzenia innych dodając sobie otuchy przekornymi myślami "no popatrzcie sobie, wielka, szpetna, brudna i śmierdząca baba, ale dziwo! Żebyście wy widzieli swoje zdziwione i wykrzywione mordy."
    Podchodząc przed cel podróży, Trusia miała już podobnie zdziwioną gębę. Spodziewała się czegoś znacznie mniej okazałego. Na widok krasnoludzicy niemal wyszły jej oczy i poczuła jakąś bratnią siostrzaną więź.
    We wnętrzu czuła się jak odurzona, tak wiele kontrastujących z lochem nowych bodźców, to było nieco za dużo dla trusiowej świadomości. Słuchała się dziwnej postaci jak zahipnotyzowana, a w łaźni z wrażenia i gorąca niemal zemdlała. Nie będąc w stanie pomyśleć czegokolwiek jasno, samoczynnie jak dziecko bąknęła, że "ja nie mam żadnych wszy". Szybko rozebrała się, rzuciła gałgany w kąt i powoli weszła do wanny aż się w niej zanurzyła. Z każdym kolejnym centymetrem obfitego ciała zanurzającego się w wodzie czuła się coraz lepiej i lepiej. Wszelkie przykre wspomnienia wyparowały, a sama poczuła jakby się rozpłynęła i stała jednym z tak wspaniałą cieczą. Czuła się bosko, w całym swym życiu nie zaznała wspanialszego stanu. Zapadła się w nim, reszta świata zniknęła, a jej umysł rozpłynął się w rozcieńczone myśli w bezkresnym oceanie przyjemności...