Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 42482 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « dnia: Październik 03, 2014, 20:41:38 »
    Czas: Poranek 21 lipca roku 1269
    Miejsce: Tretogor, siedziba Redańskiego Wywiadu znajdującego się niedaleko Pałacu Królewskiego. Pokój szefa RW - Vascoigne'a.
    Opis pokoju: Na prawej ścianie wisi ogromna mapa polityczna aktualnie zmieniona po pokoju Cintryjskim. Na lewej ścianie widać portrety byłych szefów wywiadu, poza obrazem Dijsktry, który został oszpecony czarnym barwnikiem. Na przeciwko drzwi widać regały oraz wszelkiego rodzaju książki, manuskrypty lub inne zwoje i pergaminy. W tylnej części pokoju znajduje się ogromne biurko, przy którym siedzi Vascoigne. Przed biurkiem znajdują się dwa fotele ustawione do biurka w lekkim skosie. Wszystko to znajduje się na drewnianej podłodze, na której również jest ogromny dywan sięgający od okna do końca foteli.
    Akcja:
    -Do pokoju Starego nie wchodzi się tak po prostu - pomyślał Osbert Nohomme - tym bardziej jeżeli dostajesz tego typu wezwanie. Może chodzi o ostatnią akcję, jaką przeprowadziłem w celu rozbicia Nilfgaardzkiej siatki szpiegowskiej?  - rozmyślał Osbert przed drzwiami Vascoigne'a. Raz kozie śmierć - powiedział cicho agent, po czym zapukał do drzwi. Zza drzwi usłyszał gruby głos szefa Wywiadu:
    - Wejść! -
    po czym Osbert otworzył drzwi. Wszedł do pokoju samego Vascoigne'a! Będę miał o czym wspominać wnukom - pomyślał Agent gdy wchodził do pokoju. Gdy wszedł zamknął za sobą drzwi i powiedział :
    - Agent Osbert Noho...
    - Wiem wiem, siadajcie - wpadł mu w słowo Stary, po czym znowu zamilkł. Osbert szybko zajął swoje miejsce i w milczeniu czekał na jakikolwiek znak Vascoigne'a, który objaśniłby czemu wzywa sam Szef. Czas dłużył się niemiłosiernie, mimo że minęło raptem parę chwil. Osbert co chwilę rozglądał się po pokoju szukając czegokolwiek co odpowie mu na stawiane przez niego w głowie pytania. Po chwili usłyszał cichutkie potakiwanie Szefa i Osbert skupił całą swoją uwagę na nim. Vascoigne'a w końcu wstał i podszedł do jednego z regałów. Po chwili szukania wyciągnął jeden z wielu pergaminów, po czym znów podszedł do biurka, usiadł na solidnym fotelu i zapytał:
    - Co wiecie o Duchu?
    - To co wszyscy, szefie. Człowiek, mężczyzna. Wiek około lat czterdziestu, były agent specjalny naszego Wywiadu, weteran z pod Brenny. Służył w naszym hufcu przy sztabie. Po zakończeniu bitwy ukradł ważnego rodzaju dokumenty państwowe, po czym się zaszył. Szukamy go my, szukają go również wywiady Temerii, Kaedwen i Nilfgaardu. Z tym ostatnim prawdopodobnie współpracował już od jakiegoś czasu. Ostatni raz widziany w okolicach Mariboru, tuż pod nosem Temerczyków. Możliwe, że współpracuje ze Scoia'tael, dosyć sporo ich zostało w Temerii po wojnie pomimo utworzonego "wolnego" państwa elfów.
    - Coś jeszcze? - spytał Szef.
    - Miał kiedyś rodzinę, tutaj w Tretogorze, lecz wszyscy umarli. Dom został zajęty przez jakąś bandę, a jego panna się puściła. - odrzekł Osbert.
    - Rozumiem - powiedział Vascoigne, po czym znowu zamilkł. Po chwili rzekł:
    - W tamtej okolicy nie mamy nikogo, kto mógłby prowadzić śledztwo w sprawie Ducha. Wy, agencie Osbert, wyruszycie na południe w celu złapania go.
    - Rozumiem, szefie. Jakie mam fundusze i kogo mogę nająć? - spytał Osbert.
    - Spore, Osbercie. Duch jest naszą sprawą priorytetową, dlatego wysyłam tam Was. Zostawiam wam wolną rękę kogo najmiecie. - rzekł Szef, po czym odsunął szufladę przy biurku, wyciągnął spory plik dokumentów i podał go Osbertowi. Ten od razu schował go do podręcznej sakwy w celu późniejszego sprawdzenia ich.
    - Tutaj masz dane wszystkich, kto mógłby Ci się przydać podczas tej Operacji. Również w tych dokumentach jest rozkaz pozwalający wziąć broń zalegającą w składzie Straży Miejskiej, którą zarekwirowaliśmy z wszelakiego rodzajów akcji, naszych bądź SM. Możecie odejść. Powodzenia agencie Nohomme - powiedział na pożegnanie Vascoigne. Gdy Osbert wstał i skierował się do drzwi, Szef powiedział jakby do siebie lekko podniesionym głosem, by Nohomme go usłyszał:
    - Lochy Strażników Miejskich są przepełnione, może czas przyspieszyć niektóre śledztwa?
    Nohomme nic nie odpowiedział, tylko obrócił się w stronę Szefa, uśmiechnął się do niego, po czym wyszedł z pokoju. Gdy tylko opuścił pokój Szefa od razu skierował się do wyjścia z Kwatery Głównej. Osbert Nohomme wiedział co ma zrobić - iść do siedziby Strażników i przepytać potencjalnych uczestników tej operacji.

    -------------------------------------------------------------------------
    Jak już domyślacie się, Agent Osbert Nohomme będzie prowadzony przeze mnie. Z każdym z was spotkam się w loszku, lecz to dopiero po wysłaniu przez Was kart waszych postaci. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, bo czeka was cholernie ciężkie zadanie :D

    « Ostatnia zmiana: Październik 04, 2014, 17:56:54 wysłana przez Corleone »

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #1 dnia: Październik 04, 2014, 19:18:16 »
    Czas:Okolice południa 21 lipca roku 1269
    Miejsce:Tretogor, siedziba Strażników Miejskich w Dolnym Mieście. Kwatera dowódcy Straży.
    Opis pomieszczenia:Pokój o dziwo biednie wyposażony, aczkolwiek wszystko co potrzebne jest. Na lewej ścianie mapa miasta i okolic z zaznaczonymi patrolami pieszymi lub konnymi. Z prawej strony mapa małe biurko należące do zastępcy dowódcy. Na biurku jakieś papierzyska i knoty z wypalonych świec. Na prawej ścianie osobista zbrojownia oraz rozklekotana biblioteczka, w której półki uginają się od papieru i zwojów. Na środku pokoju biurko, które już miało lata świetności za sobą. Brak jednej nóżki został zastąpiony stertą książek. Na biurku dowódcy podobnie jak u zastępcy świeczniki z wypalonymi świecami, jakieś papiery oraz resztki niespożytego jedzenia. Przy biurku leży ogromne czarne psisko, można by rzec potwór(gdzie są wiedźmini jak są potrzebni, się pytam?), dowódca zresztą widać nie lepszy od swojego psa(gdy to piszę jawnie oddał "strzała" z nosa na podłogę).
    Akcja:
    - Więc co sprowadza agenta wywiadu do naszej skromnej siedziby? - spytał dowódca przy czym krzywo spojrzał na Nohomma.
    - Sprawy służbowe i być może mały przesiew więźniów - odpowiedział agent
    - A jakież to sprawy służbowe może mieć agent, i do tego jeszcze związany z więźniami?
    - A to już nie pańska, sprawa - po czym Osbert podsunął prawie pod nos pergamin
    - Co to mi tutaj dajecie? - spytał dowódca
    - Tam wszystko jest napisane - odparł Osbert
    - G*wno to wszystko jest wa... - po czym dowódca spojrzał na pieczęć, zbladł na twarzy(przysięgam, był bielszy niż barwa pergaminu), po czym najbardziej jak tylko mógł uśmiechnął się i rzekł - Czym mogę pomóc?
    - Po pierwsze - Nohomme odgiął pierwszy palec -  trzeba przygotować odpowiednią celę, wystarczającą, by pomieścić stół, krzesło bądź ławę i taboret. Po drugie - to samo, tylko kolejny - w celi mają się znaleźć również świecznik z wystarczającą ilością świec oraz pergaminy i atrament do zapisywania. Po trzecie - to co wyżej -  proszę wyznaczyć czterech strażników, najlepiej najsilniejszych, którzy wystarczająco by zniszczyli poczucie bezpieczeństwa przesłuchiwanych.
    - Coś jeszcze? - zapytał dowódca
    - Po czwarte - ciągnął Osbert i odgiął kolejny palec - ma pan wysłać gońca do "Tańczącego Gryfa" w celu przyniesienia tutaj potrawy dnia i paru butelek wina i piwa - po czym agent położył sakiewkę z pieniędzmi, jakie miał jeszcze przy sobie z ostatniej akcji i mówił dalej - jest tutaj odpowiednia ilość miedziaków i srebra by zapłacić za wszystko. Jak długo zajmie wam przygotowanie?
    - Cóż - dowódca podrapał się po karku i wyraźnie było widać wysiłek mózgowy - do pierwszej godziny po południu powinniśmy się wyrobić.
    - Dobrze, do dzieła - rzekł agent, po czym wstał i podszedł do mapy. Widać że rozmowa została zakończona, więc dowódca ruszył i rozpoczął wydawać(wręcz wrzeszczeć) rozkazy każdemu ze swoich ludzi.



    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #2 dnia: Październik 05, 2014, 14:33:15 »
    Czas:Pierwsza godzina po południu 21 lipca roku 1269 oraz kolejne dni(Z każdym z was spotykam się w każdym kolejnym dniu. Rozmowa trwa jeden dzień do wieczora, także mamy sporo czasu na rozmowy)
    Miejsce:Tretogor, siedziba Strażników Miejskich w Dolnym Mieście. Loszek, pojedyncza cela.
    Opis pomieszczenia:Typowy pokój przesłuchań. Ściany odrapane, wszędzie panuje grzyb i brud, gdzieniegdzie widać ślady krwi, wyraźnie ktoś próbował ją zmyć. W pomieszczeniu znajduje się stół, przy którym z jednej strony jest ława, a z drugiej taboret. Na stole znajduje się mały półmisek z chlebem i drugi półmisek z kawałkami jeleniny. Wino, które miało zostać przyniesione dziwnym trafem zniknęło(ach ci kurierzy), a zamiast butelek piwa kurier przyniósł małą beczułkę w połowie osuszoną (cholerne sknerusy) oraz mały kufel.
    Akcja:

    WSZYSCY lecz OSOBNO
    Do twojej celi weszło dwóch strażników,
    (click to show/hide)
    którzy mieli więcej mięśni niż rozumu. Bez żadnego uzasadnienia jeden z was od razu złapał, a drugi dał po głowie drewnianą lagą. Bez szans na jakikolwiek unik lub obronę straciłeś/łaś przytomność i upadłeś/łaś na podłogę jak worek kartofli. Strażnicy po rozprawieniu się z tobą chwycili Cię za ramiona i zaczęli prowadzić Cię po podłodze w nieznanym celu. Miałeś/łaś przebłyski świadomości, widząc że idziecie wgłąb korytarza, lecz wkrótce znowu straciłeś/łaś przytomność. Słyszysz jakby z daleka kogoś, kto ochrzania strażników i każe jednemu z nich przynieść wiadro z wodą. Drugi tymczasem stoi z tobą cały czas ochrzaniany, po czym ten ważny ktoś każe strażnikowi posadzić Ciebie na taborecie. Po chwili przybiega strażnik z wiadrem, pytając się co teraz. Budzisz się bardzo gwałtownie obrywając zimną wodą, która uderzyła jak setki igiełek. Być może któreś z was krzyknęło, być może któreś z was zwymiotowało na bok. Otępiałym wzrokiem spoglądasz gdzie się znajdujesz i zobaczyłeś/łaś dwóch strażników więziennych którzy stoją na baczność przed kimś ważnym.
    (click to show/hide)
    Ważny powiedział:Marcus Trethvey
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Strażnicy skuli Ci nogi i rękę, dosyć mocno. Niestety, brak drugiej ręki trochę pokrzyżował im plany, i po prostu ścisnęli jedną kajdankę bardzo mocno. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Marcus Trethvey i pochodzisz z hrabstwa Moën. Nie będę przedstawiał twoją historię, bo to byłaby strata czasu. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego zaatakowałeś syna burmistrza i co byś był w stanie zaoferować, by wydostać się z g*wna, w jakie się wpakowałeś.
    Xander ,,Rzeźnik''
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Klawisze uważając na to, byś ich nie ugryzł skuli Ci nogi i ręce, dosyć mocno można by rzec. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Xander, ksywa "Rzeźnik" pochodząca od twojego zawodu oraz bestialskich czynów. Pochodzisz z jakiejś dziury zabitej dechami. Nie będę opowiadał twojej historii, bo to bez sensu. Bardziej interesuje mnie to, co popchnęło Cię do takiego bestialstwa oraz co byś był w stanie zaoferować, by wydostać się z tego g*wna, w jakie się wpakowałeś.
    Aleksandra z Czornych
    - Skuć ją tak, by nie mogła ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy ją skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Starając się nie patrzeć na twoją twarz, skuli Ci ręce i nogi. Jeden dyskretnie polizał Cię po twarzy, lecz drugi to zauważył i dał pierwszemu strzała w tył głowy. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł jednocześnie kręcąc głową nad tępotą strażników. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Masz na imię Aleksandra zwana "Truśką". Pochodzisz z Kaedwen, z jakiejś wioski smolarzy. Nie będę dalej przedstawiał twojej historii, bo to jest bezsensowne. Interesuje mnie to, komu miałaś dostarczyć broń, którą wykradłaś z posterunku. Oraz co możesz zaoferować, by wydostać się z tego szamba, w które się wpakowałaś. Oferta cielesna odpada, od razu mówię.
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Strażnicy mieli chwilę kłopotów z powodu grubości twoich rąk i nóg, więc skuli Cię prawie na styk. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Nazywasz się Sheldon Yaricdo, pseudonim "Baryłka" z powodu wyglądu. Pochodzisz z Wyzimy, lecz przybyłeś tutaj i tutaj narozrabiałeś. Nię będę kontynuował twojej historii, bo ch*ja jest to warte. Wiem, że dorabiasz jako czeladnik u któregoś z kowali, więc z wprawy nie wypadłeś. Interesuje mnie to, dlaczego wpadłeś w furię i prawie pobiłeś szczeniaka jakiegoś szlachciura na śmierć. No i również to, co możesz zaoferować, by wydostać się z tego pierdla.
    Roland "Nieobliczalny"
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny - Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Ci ręce i nogi, wyszli; ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Na imię Ci Roland zwany "Nieobliczalnym" z powodu tego, że nie wiadomo co Ci może strzelić do łba. Ród nieznany, chociaż jesteś Redańczykiem. Lecz nie interesuje mnie twoja historia. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego nie pomogłeś damie w potrzebie tylko ją zgwałciłeś oraz to, co możesz zaoferwać by wydostać się z tego więzienia.
    Garvaleth
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny - Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Cię i wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Garvaleth, pochodzisz z Wyzimy, syn tamtego strażnika i służki w lokalnej tawernie. Reszta mnie nie interesuje, ponieważ jest ona nie warta wspomnienia. Wyjaśnij mi, dlaczego zacząłeś mordować bogom-ducha-winnych redańczyków. Oraz co możesz zaoferować, by wyjść z tej dziury.
    Arnulfr Brokvar
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Cię i wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Arnulfr Brokvar i jesteś złodziejem oraz mordercą. Pochodzisz z wysp Skellige, gdzie pewnie takich pełno. Nieważne, historia to historia i nie ma co nad nią siedzieć. Interesuje mnie bardziej, dlaczego taki "uważny" człowiek jak ty dźgnął w brzuch jednego z bywalców w tamtej karczmie. Oraz co zaoferowałbyś, by wyjść na "wolność".
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    - Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Ci ręce i nogi oraz wyszli z pomieszczenia, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Nazywasz się Domenic Neil Agvassi pseudonim "Duce". Jesteś elfem, więc równie dobrze można by Cię wsadzić od razu do więzienia jako "politycznego". Jak większość osób twierdzi, każdy elf to oszust, i w twoim przypadku można by stwierdzić że to prawda. Lecz nie interesuje mnie to. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego zacząłeś oszukiwać wszelakiego rodzaju rozumne istoty oraz co byłbyś w stanie zaoferować, by wyjść z tego kicia.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8431
    • Piwa: 923
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #3 dnia: Październik 05, 2014, 15:07:39 »
    Marcus Trethvey
    Chwilę trwa proces myślenia otępiałego umysłu, w końcu, po dość długiej chwili i analizie sytuacji, zaczynam niefrasobliwie, jak to zwykle, gdy jestem po części zaskoczony, po części przestraszony:
    -Witam, nieznajomy, pozwól, że będę zwracał się do ciebie per "ty", bo nie znam godności - mówię, po czym próbuję rozluźnić kajdan, uciskający ręce. Po chwili zaczynam mówić:
    -Wstąpiłem do karczmy "Pod Starym Niedźwiedziem" w celu spożycia posiłku i napicia się dobrego trunku, mówiono mi, że w owej karczmie są jedne z przedniejszych win w całym Tretogorze. Zacząłem pić, wino nie było złe, choć spodziewałem się czegoś lepszego. I nagle wchodzi jakiś gówniarz, patrzy się na wszystkich, jakby co najmniej jakimś diukiem był. Zwrócił swój wzrok na mnie, widzi herb rodowy wpisany w godło temerskie i podchodzi. Myślę sobie: "Oho, będzie się działo." - napinam mięśnie, po czym próbuję usadowić się wygodniej na tyle, na ile to możliwe i kontynuuję moją opowieść - Szczeniak spytał się mnie czego szukają tu temerskie psy, popijające redańskie wino. Zawsze szybki byłem do bitki, więc wstałem, odepchnąłem gówniarza, i zagroziłem mu, że złoję mu rzyć. On mi odpowiedział, że jego ojciec jest kupcem w radzie miasta... czy jakoś tak, pamięć mi nie służy, tamtego wieczora trochę za dużo wypiłem... W każdym razie, oćwiczyłem mu plecy batem, jaki miałem u pasa, i puściłem wolno - robię kolejną przerwę w mojej historii, po chwili kontunuuję:
    -Co mogę zrobić... Jeśli masz tam moje papiery, to wiesz do czego się nadaję... Dobre umiejętności walki mieczem i jazdy konnej, umiejętność dowodzenia grupą i przetrwania w trudnych warunkach, doświadczenie zarówno w walkach ulicznych, jak i w regularnych bitwach... Ale wiesz, ja nie jestem już tak dobry jak kiedyś, gdy byłem najemnikiem. Nilfgaardczycy pozbawili mnie lewej dłoni - tu wyraźnie pokazuję kikut, unosząc go do góry - i ciężko ranili w oko. Po chwili przerwy dodaję, wskazując na kufel i beczułkę - Mogę się napić? W gębie mi od gadania zaschło.
    « Ostatnia zmiana: Październik 06, 2014, 17:19:30 wysłana przez lllew »

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #4 dnia: Październik 05, 2014, 15:35:53 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Uważnie się przyglądam nieznajomemu i uśmiecham się lekko mówiąc - mości panie... kimkolwiek jesteś...to czy będąc zalanym jak bydlę myślałbyś tak jak zwykle? Ciężko mi dać w to wiarę hehe, można rzec, żem nie ja czynu tego dokonał tylko eeee piwo. Tak, sam bym tego nigdy nie zrobił, przysięgam na wszystkie cnoty rycerskie!

    Oczywiście w tą swoją przysięgę sam nie wierzę po czym usiłuję przedstawić swe niewątpliwe zalety, dzięki którym "będę przydatny".
    Jak zapewne wiesz, mimo mej niezbyt dobrej opinii jestem człowiekiem biegłym w walce. Być może...przydałby ci się znakomity jeździec i nie gorszy fechmistrz? Brałem udział w wielu starciach i potyczkach a także karczemnych bójkach...jeśli chodzi o wszelakie naparzanie się, możesz na mnie liczyć. Pewnie też myślisz że jestem zwykłą gnidą, jednak przyznam że wstyd mi za ostatni incydent i choć wina stoi głównie po stronie piwa to z okazji rekompensaty zawsze skorzystam.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Hulaka
    • *
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #5 dnia: Październik 05, 2014, 16:01:00 »
    Garvaleth
    -Pytasz mnie dlaczego zabiłem tych sukinsynów? W normalnych okolicznościach nie powiedziałbym tobie ani słowa, bo skąd mam wiedzieć że każdy Redańczyk nie jest takim psubratem jak tamci? - Mówiąc to z wyraźnym lekceważącym tonem patrzył się na swego rozmówcę spode łba.- Ale tobie na to pytanie odpowiem, ale nie z szacunku dla ciebie, lecz po prostu nie mam nic do stracenia. A tak przy okazji, nie obrazisz się jak wezmę trochę chleba. Co prawda redańskie jedzenie jest parszywe, ale lepsze niż żadne.- Mówiąc to, bezczelnie sięgnął skrępowanymi kajdanami dłońmi kawałek chleba, pogryzł, przełknął i kontynuował- Dla mnie nie ważne jakiej narodowości jest człowiek. No właśnie, ale czy to byli ludzie? Nikt tego pytania sobie nie zadał. Anatomicznie się od człowieka nie różnili, ale to co robili... po prostu wydali na siebie wyrok i mieli pecha że trafili na mnie. Fakt, zabili mojego ojca, ale założę się że skrzywdzili jeszcze wielu niewinnych ludzi. Takie zepsucie w człowieku jest niedopuszczalne.  Dlatego zdechli. Bo byli po prostu źli. Nie dlatego, że byli Redańczykami czy zabili mi ojca, chociaż to, szczerze przyznam, było ważnym pretekstem. Dla mnie nie jest ważne czy ktoś jest elfem, krasnoludem czy człowiekiem. Nie ważna też jest narodowość. Jeżeli ktoś jest zły i krzywdzi innych zasługuje po prostu na śmierć, a ja jestem nikim innym jak samozwańczym katem.- mówił to z wyraźnym przekonaniem i poważnym tonem głosu lekko marszcząc brwi. Kontynuował już z lekkim rozluźnieniem-  Co mogę zaoferować żeby wydostać się z tego bagna? Chyba zdajesz sobie pan sprawę, że rozmawiasz człowiekiem, który w pojedynkę, starym dwurakiem zabił 14 ludzi, którzy byli w jakiś sposób wyszkoleni? Siedzisz przed człowiekiem, który naciskał na różne osoby w taki sposób, że w końcu po dwóch latach dorwał tych sk******i. Oto moje atuty. Jestem bezlitosnym i wyszkolonym wojownikiem. Zabiję wszystko co krwawi. Jeżeli jesteś ciekaw moich słabości, bo te pewnie też byś chciał wiedzieć to cóż...- mówiąc to spojrzał wymownie na leżący przed nim już nadgryziony chleb i mięso- Lubię jeść. Nie z tego żeby się nażreć jak świnia ale wywodzę się z biedoty, przez co właściwie nigdy w życiu się nie najadłem, dlatego jak mam okazję, to jem.- po tym jak to powiedział z obrzydzeniem spojrzał się na kufel i rzekł- Nie napiłem się tylko dlatego, że to alkohol. Nigdy go za wiele nie piłem, bo otępia on umysł, który zawsze powinien być sprawny, przez co po kilku łykach mi szumi, a po kilku głębszych leże po stołem.- Garvaleth wziął oddech i poważnym tonem rzekł: Możecie mnie skazać na śmierć, ale wierz mi, lepszego wojownika ode mnie pewnie długo nie spotkasz i zabijanie mnie za oczyszczenie społeczeństwa z tego ścierwa jakim były tamte psy było by po prostu marnotrawstwem.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Peterov

    • Awanturnik
    • *
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #6 dnia: Październik 05, 2014, 16:31:42 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    Będąc wciąż pod wpływem magicznego działania drewnianej pałki ledwo trzymam pion, o ile tak to mogę nazwać.
    Ja..... nie wiem.... jak ja tu trafiłem? - Staram się skleić jakieś zdanie.
    Jestem... kowalem??..... Dlaczego mnie pobiłeś? - Zaczynam lekko się przechylać by w ostatniej chwili odzyskać równowagę gwałtownie opierając łokcie o stół z taką siłą, że kawałki dziczyzny aż lekko podskoczyły.
    Próbuję przezwyciężyć ból i zebrać myśli.
    Chędożone sukinsyny... - pluję obok stołu - ...ten knypek napadł na mnie w karczmie... - Łapię się za głowę, by przypomnieć sobie resztę - Podszedł nawalony jak Redański strażnik na wsi i zaczyna mamrotać jaki to jest kurwa wielki...
    Jeśli kajdany mi pozwalają, to sięgam po jadło i między kolejnymi kęsami dodaję:
    Na początku myślę chyba spał w kadzi z gorzałą więc nie podnoszę wzroku, a ten jak nie wy***ie mi mego kapuśniaka w powietrze aż mnie zalał całego. Do teraz nie odeprałem tego ku**a jego mać. Coś tam zaczął dalej gadać o mojej matce i jak mu z młota w ciemię nie wyjadę, chłopak się odbił jak dzwoneczek <hehehe>. Należało mu się, sukinkot jeden.
    Poprawiam się na siedzisku, po czym przykładam zimne kajdany do miejsca gdzie odczuwam ból.
    Mogę zrobić wszystko, by sprawiedliwie tego kurwidołka dopaść i mu skórę złoić, po staremu sierpem przez ryj.
    « Ostatnia zmiana: Październik 06, 2014, 16:54:58 wysłana przez Peterov »

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #7 dnia: Październik 05, 2014, 16:54:46 »
    Xander
    Spoglądam łakomie na strawę i mówię:
    - Na głodnego to nawet pies nie szczeka, więc zanim wyjawię ci swe motywy wolałabym coś zjeść, bo tu w tym przybytku żarcie gównem trąci.

    Offline Altharis

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #8 dnia: Październik 05, 2014, 17:56:01 »
    Arnulfr Brokvar

    - Eh... uważny człowiek być może ale nie po pijaku - rzekłem jakby zawstydzony i po chwili kontynuuję. - Sprawa jest tak prosta, że aż żałosna. Po udanym napadzie byłem z siebie tak dumny, że musiałem się schlać no bo "mi się należy". Powinienem był uciekać z tego miasta od razu po zdobyciu tamtego pierścienia... - Każdego dnia w tym przeklętym więzieniu sobie to wypominałem. Nigdy jeszcze nie piłem po robocie ale nie, musiałem sobie wynagrodzić swój trud! Gdyby tylko tamto piwo nie smakowało jak szczyny to nie czułbym się taki upokorzony. Niestety smakowało.
    - Jeśli zaś chodzi o powód by mnie wypuścić. Być może mój ojciec mógłby wam zapłacić. O ile nie zdążył zbankrutować, a nawet jeśli wciąż mu się powodzi to pewnie powie, że mnie nie zna. Można powiedzieć, że to u nas rodzinne - rzekłem  lekko się krzywiąc wspominając swą przeszłość. Po krótkiej chwili mówię dalej: - Mogę jednak zaoferować swoje umiejętności jeśli jest Pan zainteresowany. Oprócz tego, że jestem człowiekiem w miarę wyuczonym to jest, umiem chociażby czytać i pisać to potrafię także otwierać zamki i śmiem rzecz, iż jestem całkiem dobrym aktorem. Co prawda zwykle pracuję sam, lecz potrafię także działać razem z grupą. Oprócz tego znam język Skellige jeśli kiedykolwiek by się to Panu przydało. - To jest moja jedyna szansa by się stąd wydostać, więc nie ważne jak bezużyteczna by się wydawała umiejętność, muszę ją wymienić. A nuż mój rozmówca uzna, że akurat będę mu potrzebny?

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Rybałt
    • *
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #9 dnia: Październik 05, 2014, 18:38:45 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Rozglądam się po pomieszczeniu, omijając wzrokiem siedzącego naprzeciw przesłuchującego. Nic szczególnego. Obskurne pomieszczenie, cuchnące pleśnią i zgnielizną. Na środku stół, na nim jakieś żarcie, ale co ważniejsze - beczuszka, czując po zapachu, to chyba piwo. Ale w tym odorze niczego nie mogę być pewien. Stara zasada mówi, by zawsze wybadać swojego rozmówcę. Zacznijmy zatem
    - Cholera... jak ja nie lubię, gdy ktoś wie o mnie więcej, niż ja o nim.
    Nie, to nie ma sensu. On i tak nie odpowie. Jak ja nienawidzę takich sytuacji
    - Skoro nic nie powiesz, to może rozwiążesz mi ręce i dasz się napić? Nie? Wielka szkoda, od Belletynu nie piłem prawdziwego piwa, nie licząc paru łyków przed hmmmm... zatrzymaniem.
    - Wiele słyszałem o waszym wywiadzie. Obiło się też o uszy wasze rekrutowanie szpiegów wśród więźniów. Jeśli po to przybyłeś, to nie licz że pomogę Ci, czy też Wam z elfami. Wychowałem się wśród ludzi, a odkąd zaokrąglono mi uszy nawet nie wpuszczą mnie do siebie. Spoglądam na ważnego, i czekam na reakcję.
    Mija minuta;
    dwie.
    - Jak grochem o ścianę. Zazwyczaj przesłuchujący są aktywniejsi. Jak widać pomyliłem się. Może nie jesteś szpiegiem. Może to tylko rutynowe przesłuchanie? Może jesteś tylko przydupasem tego grubego nadzorcy, i sprawdzasz do czego się nadajemy? W sumie... to odpowiedź mnie nie obchodzi Mrużę oczy, i uśmiecham się czarująco
    - Ile możecie mi udowodnić? Trzy, ewentualnie cztery lata w tym "gównie" jak to raczyłeś się wyrazić. Mi to nie przeszkadza. Moi krasnoludzcy przyjaciele obracają pieniędzmi z mojego konta, więc trzosik nie szczupnie. Posiłki, owszem, marne ale bywało gorzej. Mam tu wiele czasu, miłych kamratów w celi, szkoda tylko że dopiero po laniu jakie dostali. Mogę sobie ćwiczyć, rozwijać się. Myślę "Żebym tylko nie przesadził. Gotowy mi jeszcze pobyt przedłużyć"
    - Czas na Twoją ofertę. Powiedz czego potrzebujesz, a ja powiem co mogę zrobić Wraz ze skończeniem tego zdania zniknął słodki uśmiech, a pojawiło się drwiące spojrzenie i pogardliwy grymas twarzy
    - A tak na marginesie... To wolę określenie "maestro naginania faktów i otoczenia" niż "oszust". Słowo "oszust" w zbyt dużym stopniu kojarzy mi się z waszymi monarchami

    Offline huth

    • Senior
    • *
    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #10 dnia: Październik 06, 2014, 16:20:59 »
    - Masz na imię Aleksandra zwana "Truśką". Pochodzisz z Kaedwen, z jakiejś wioski smolarzy. Nie będę dalej przedstawiał twojej historii, bo to jest bezsensowne. Interesuje mnie to, komu miałaś dostarczyć broń, którą wykradłaś z posterunku. Oraz co możesz zaoferować, by wydostać się z tego szamba, w które się wpakowałaś. Oferta cielesna odpada, od razu mówię.

    Aleksandra vel Truśka
    Uczucie bycia kimś mniej znaczącym niż kałuża na podgrodziu ustąpiło zaraz po dotyku szorstkiego języka na policzku, który na chwilę zmroził jej zmysły i uruchomił inne mechanizmy obronne. Od teraz podświadomie Trusia zrobi co tylko może, byle nie trafić w tamte ohydne łapy. Powoli klaruje się w jej głowie treść przed chwilą usłyszanych słów.
    - Wszystko wiesz... Panie... ja nie jestem nikim ważnym.. ja tylko chciałam szybciej dorobić się niż jako kuchara, służba czy w gospodarstwie. - Sama zdziwiła się, że udało się jej sklecić coś sensownego. - Byłam już blisko Rinde, tego zniszczonego miasta*, co to każdy nad rzeką o nim godoł... Przydybało mnie dwóch strażników, że niby myto i coby się ponabijać ze mnie, świnie jedne, ale takie mordy mieli, że się zrazu poznałam, że coś jest nie tak - śpiewała nerwowo jak z nut, nie miała nic do stracenia. - Pokazałam im babską rację, kopłam w jaja pierwszego i już się patelnią na drugiego zamachłam, a ten zaczął coś mamlać o dogadaniu. Jo się do polityki nie mieszam, mało pytałam, im to tyż pasowało, coś tam o rozbrojenie straży chodziło, na dalsze akcje, a mi obiecali tyle, co przez całe życie wypalając wyngiel nie uzbieram. Powiedzieli, że Rinde to w połowie dalej ruina, burdel i że pójdzie łatwo. Miałam wparować do strażnicy, udawać pijane szpetne babsko, no, odwrócić uwagę, znaczy, a oni mieli wparować. Nu, wparowali, ino że nie daliśmy se rady, jeden podł, myśmy brali co popadnie i nad rzekę w te no, umówione miejsce, ale takie larum było, że nas dogonili... Głupie to było, ale drogi panie, ja to dla pieniędzy tylko, lepszego żywota, ja nic do Redanii ni mom, to była taka tylko, no... najemno robota, tak jak się bierze do sianokosów! - Już się nieco pobudziła mówieniem, powoli wracał rezon. - Jo różne rzeczy robiłach, od małego smołę i lepsza od chopów w tym byłam, pan widzi, żem silna i odważnam, ino wyglądom tak, co się śmiejom ze mnie, skaranie boskie... Panie, byle nie gnić tutej, co pan chce, jo to zrobię, mogę teraz dla pana temerską strażnicę okraść, eeeeee... znaczy się, a rzekło się... Pan masz tu jeleninę, zrazu się wywiedziałam, jo bardzo dobrze gotuję, mogę panu gotować do końca życia, byle stąd wyleźć! - Zakończyła błagania, ze złością, że musi tak się poniżać, czeka na dalszy ciąg przesłuchania.

    //*http://wiedzmin.wikia.com/wiki/Rinde

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Krzyżowiec
    • *
    • Wiadomości: 4279
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #11 dnia: Październik 06, 2014, 23:28:24 »
    Marcus Trethvey
    - Lecz umiejętności pozostają z tobą - rzekł ważny - Mięśnie zawsze pamiętają ruchy. Nie ważne czy straciłeś lewą bądź prawą dłoń. Prawdziwy wojownik potrafi przeboleć stratę jednej ręki i walczyć drugą, jeżeli byłaby taka sytuacja. Interesuje mnie to, czy byłbyś w stanie pokierować dosyć specyficzną grupą, która w każdej chwili może Cię zdradzić i poderżnąć Ci gardło. Możesz również posiedzieć dalej w więzieniu, lecz z dobrego źródła wiem, że burmistrz wynajął którychś strażników, by połamali Ci wszystkie kości. Nie wiem którzy, a jestem przekonany, że dużą stratą dla Ciebie byłoby czuć się jak warzywo, o ile byś przeżył. Zastanów się zanim odpowiesz mi na tamto pytanie. Swędzi? - spytał się ważny wskazując kikut.
    Roland "Nieobliczalny"
    - Widzisz, byłbym w stanie Cię zrozumieć, gdybyś czasem zastanowił się dwa razy nad tym, co masz zamiar robić - rzekł ważny, po czym podsunął w twoją stronę półmisek z jagnięciną - Wiem, że jesteś biegły w walce, to zawsze się przydaje. Lecz być może świat nawet o tobie nie usłyszy. Być może nawet twój kraj o tobie nie usłyszy, bo będziesz kolejnym więźniem straconym na szafocie. A tego byśmy raczej nie chcieli - powiedział ważny, po czym kontynuował - widzisz, jestem w stanie zaoferować Ci wolność pod pewnymi warunkami. Ważne jest to, że podążając ze mną możesz zginąć. A za gwałt na tamtej pannie czeka Cię rozrywanie końmi. Chociaż sam nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co kat przyszykuje dla Ciebie. Więc jak? Zanim podejmiesz decyzję zastanów się.
    Garvaleth
    - Widzisz, jedyne czego bardziej nienawidzę od swoich wrogów jest chamstwo - mówiąc to ważny podszedł do Ciebie. W jednej chwili uderzył Cię wytrącając Ci chleb który zabrałeś, po czym od razu uderzył drugi raz w okolice skroni. Bez szans na unik zamroczyło Cię i przewróciłeś się do tyłu. Gdy strażnicy usłyszeli łoskot otworzyli drzwi przygotowani do reakcji. Gdy spojrzeli na Ciebie, uśmiechnęli się tylko i spytali się, czy mogą dołączyć do "przesłuchania". Ważny skarcił ich wzrokiem, więc tamci zamilkli przerażeni, że powiedzieli coś nie tak. Ważny podszedł do swojego miejsca i rozkazał strażnikom by podnieśli Cię i z powrotem usadowili na taborecie. Gdy zrobili to dosyć brutalnie, ważny rozkazał im, by zamknęli drzwi za sobą gdy będą wychodzić i dalej oczekiwali jakby coś się działo. Gdy strażnicy wyszli, ważny powiedział - Następnym razem schowaj swoje ego w tyłek tak głęboko, by nie myśleć o tym, by je stamtąd wyciągnąć. Mówisz o sobie, że jesteś wyszkolonym wojownikiem, a dla mnie jesteś po prostu zwykłym tępym mordercą bez krzty stylu i manier. Następnym razem zastanów się dwa razy, za nim coś zrobisz i odpowiesz. To jak się teraz zachowasz będzie ważne dla Ciebie. Bo za to, co zrobiłeś wcześniej kata masz gwarantowanego. A znam tego kata, on lubi pastwić się nad ofiarą. Rzekłbym, że wolałbyś szybką śmierć zamiast tego, co on planuje Ci zrobić.
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    - Wreszcie dobrze usłyszeć krasnoludzkie przekleństwa - powiedział ważny, po czym zaśmiał się. Po chwili powiedział - A to, czy będziesz w stanie zemścić się na nim to inna sprawa. Widzisz, dla kata to nieważne czy będzie wieszał człowieka czy parszywego nieludzia. On po prostu weźmie się do roboty. A spotkanie z katem to sprawa pewna - rzekł ważny, po czym nalał piwa do kubka i podał go krasnoludowi - nie takie jak w Makahamie, ale ujdzie w tłoku. Kontynuując - powiedział ważny, po czym wziął kawałek jeleniny i zaczął go przeżuwać - mam dla Ciebie ofertę nie do odrzucenia. Oferuję Ci wolność krasnoludzie. Ale jest pewien szkopuł - idąc ze mną możesz nie doczekać się swojej zemsty. Możesz zginąć, lecz zostanie tutaj to śmierć pewna. Więc jak?
    Xander
    - Nie wiem, kto Ci takie bajki powiedział, lecz pies jak mu pan każe to będzie szczekał nawet na głodnego - uśmiechnął się ważny, po czym podszedł do drzwi - A to, że żarcie tutaj podobne do g*wna, to nic nowego. Po co utrzymywać więźniów, którzy i tak prędzej czy później umrą? - powiedział ważny, po czym otworzył drzwi i wezwał strażników. Gdy weszli, ważny powiedział - zabrać go i wrzucić do karceru, być może gdy dzień posiedzi sam w ciemności to zmięknie - gdy ważny przestał, strażnicy wzięli Cię pod ramiona i brutalnie postawili na nogi. Bez szans na cokolwiek zostałeś zawleczony przez korytarz tam, gdzie żaden z więźniów nie chciał trafić - do karceru. Gdy strażnicy podeszli do drzwi, jeden z nich uderzył Cię w głowę, na tyle mocno że straciłeś znów przytomność. Gdy straciłeś ją, jeden z nich otworzył drzwi i wrzucili Cię do karceru nie ściągając Ci kajdan. Przez mgłę usłyszałeś ich rechot, po czym z trzaskiem zamknęli drzwi. Po pewnym czasie, którego nie potrafisz określić budzisz się zamroczony.
    Arnulfr Brokvar
    - Znając umiejętności pisania i czytania widać, że odebrałeś dobrą szkołę, mimo twojego pociągu do złota i chomikowania różnych nieswoich rzeczy - powiedział ważny, po czym wziął kawałek chleba i zaczął go rzuć. Po chwili rzekł - Śmiem twierdzić, że twój ojciec nie zapłaci za Ciebie złamanego miedziaka. Wyrzekł się Ciebie w testamencie, którego kopię mam w torbie - powiedział ważny, po czym chwilę poszukał w dokumentach i pokazał go Arnulfrowi - jest tutaj jego podpis i pieczęć, więc można stwierdzić, że zostałeś sam sobie. Umiejętność walki również jest ważna, być może byłbyś w stanie nawet zaatakować mnie teraz, ale to na dobre by Ci nie wyszło - rzekł ważny, po czym schował dokument - A otwierać zamki byle złodziej potrafi. Bardziej mnie interesuje, czy potrafisz otworzyć zamek tak, by jego właściciel się nie spostrzegł. Widzisz, mam pewne możliwości i być może uda Ci się zachować skórę i głowę w całości. Musiałeś ładnie tamtą panią rozłościć, bo wg. jej zeznań chce Cię obedrzeć ze skóry, otoczyć w smole i podpalić. Rzekłbym, że wtedy puściła by z dymem talent. Jest tylko jedno ale - rzekł ważny, po czym uśmiechnął się mrocznie - możesz umrzeć jeżeli pójdziesz ze mną. Tutaj śmierć masz jak w banku, a ze mną tylko możliwość. Więc jak?
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    - Cóż, pomimo tego, że straciłeś uszy nie straciłeś elfiej butności. To może zakończyć tylko stryczek albo kat - rzekł ważny - a to, że nie piłeś porządnego piwa niewiele Ci pomaga, to też jakieś siki. Mówisz, że czekasz na moją ofertę, a przewiduję, że zgodzisz się na wszystko, byle tyle wyjść z mamra. Być może nawet uda Ci się wyjść razem z głową, bo dla kata nie ważne, czy człowiek czy elf lub krasnolud - każdy wisi tak samo - powiedział ważny, po czym wyciągnął kolejny dokument - z tego dokumentu wynika, że Domenic Neil "Duce" Agvassi stracił cały majątek materialny jak i niematerialny i wszystko zostało przekazane na rzecz skarbca. Piękne prawda? Oraz podpisy wszystkich ważniejszych przedstawicieli bankowych. Więc jakby to powiedzieć,  jesteś spłukany - powiedział ważny, po czym schował dokument do torby - Na twoim miejscu mniej mieliłbym jęzorem i zastanowiłbym się, dlaczego ktoś taki jak ja idzie do więzienia i postanawia "pomóc" zwykłemu bandycie, do tego możliwe praktycznie niepotrzebnego ze względu na swój wygląd.
    Aleksandra vel Truśka
    - Widzisz Truśko, tego się po tobie spodziewałem - powiedział ważny, po czym nalał do kubka odrobinę piwa i podał przesłuchiwanej - Rozumiem, że chciałaś wyrwać się ze swojej wioski, bo praktycznie nikt by o tobie nie słyszał. A tak siedzisz teraz przede mną i oczekujesz być może na proces lub na stryczek. Kradzież broni należącej do wojska jest sporym przestępstwem - kontynuował - Ale może tak to się nie skończyć. Każdy więzień, czy to polityczny, czy to pospolity marzy by stąd wyjść w stanie mniej lub bardziej nienaruszonym. Osobiście nie współczuję więźniom, bo jedyne ich przewinienie to takie, że dali się złapać. Widzisz, każdy w tym mieście jest zależny od kogoś, być może nawet sam król. Mam pewne pismo, które być może uwolni Cię z oskarżeń, jakie zostały wysunięte przeciwko tobie. Jedyne co musisz zrobić, to zgodzić się na pewien pomysł. Lecz jest jedno ale. Możesz zginąć, jeżeli pójdziesz ze mną. Aczkolwiek zostanie w więzieniu też raczej nie jest dobrym pomysłem, jeżeli by wspomnieć reakcję tamtego strażnika. Co ty na to?

    Offline Lwie Serce

    • Utracjusz
    • *
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #12 dnia: Październik 07, 2014, 00:00:09 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Łakomym wzrokiem patrzę na jagnięcinę, jakby usiłując przysunąć się do niej. W jednej chwili przypominają mi się najwspanialsze i najwykwintniejsze uczty, o których ponownym doświadczeniu tak teraz marzę. Po chwili jednak wybudzam się z tego "snu" i staram się zebrać do kupy, by nieznajomy dał wiarę w me słowa.

    Gdybym ja bał się śmierci - kaszle nieco i syczę z bólu - to bym został jednym z panienek, które myślą że jak maja fiuta to są meżczyznami, a na myśli mam tych wysoko urodzonych co nawet miecza w dłoni nie trzymali... Spluwam obok obcego wyrażając pogardę dla obdarzonych błękitną krwią ludzi, którzy nie chcieli zająć się najbardziej godziwym zajęciem jakie według mnie na świecie istnieje - znaczy się wojaczką. Jak już się rzekło, gwałtu dokonałem, żałość mnie ogarnia bo choć wzorem moralności nigdym nie był, to pewne zasady zawsze miałem... - najpoważniej jak potrafię - twa decyzja czy okażę się przydatny, śmierć mi niestraszna, jednak pożyć mi warto toteż chętnie przystanę na propozycję. A jeśli zginę idąc za tobą to mam nadzieję że w walce, tylko taka śmierć mi wymarzona i nią mogę zmyć swe wcześniejsze uczynki. Jednak na mą rycerskość nie licz, gdy znów złapię miecz...ach nieważne, jednak masz mą lojalność. Po tej mowie nie mam już siły i znów zaczynam myśleć o jedzeniu. Dysząc orzekam:
    Jak się namyślisz, racz mi przynieść jadło i napitek alibo zarżnij od razu, rycerz w takim stanie nie na wiele ci się zda...

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Towarzysz
    • *
    • Wiadomości: 8431
    • Piwa: 923
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #13 dnia: Październik 07, 2014, 06:59:26 »
    Marcus Trethvey
    Poirytowany pytaniem, staram się ukryć kikut przed oczami rozmówcy pod płaszczem. Normalnie powiedziałbym co myślę o tym pytaniu, ale perspektywa łamania wszystkich kości stosunkowo łatwo odradza ripostę, więc po chwili walki z samym sobą odpowiadam:
    - Czy umiem dowodzić ludźmi, którzy w każdej chwili mogą mi poderżnąć gardło...? Śmiem twierdzić, że tak, wszak czym to się różni od prowadzenia grupy najemników? Tak... dowodziłem już kiedyś takimi ludźmi, twarde to były sk*******y... Galhar, Eckhart, Veltan, Darthand, Virgilius, Inhardt, Berentor, Leonart... - po chwili orientuję się, że z zamyślonym wzrokiem wspominam kamratów, którzy polegli w bitwie na wzgórzu Sodden. Robię małą pauzę, po czym mówię:
    -Wybacz... zamyśliłem się. Nie zniósłbym takiej hańby, jaką z twoich słów gotują mi burmistrz i strażnicy, bodaj lepiej mi sczeznąć, a więc tak, zgadzam się do kroćset!
    « Ostatnia zmiana: Październik 07, 2014, 16:40:05 wysłana przez lllew »

    Offline Xander

    • Moczymorda
    • *
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #14 dnia: Październik 07, 2014, 11:51:52 »
    Xander:
    Siedzę w karcerze i czekam na koniec kary.