Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

Autor Wątek: Karczemna debata polityczna. Ława główna.  (Przeczytany 134816 razy)

Opis tematu: W I poście linki do powydzielanych tematów

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Dyktator

  • Administrator
  • Krzyżowiec
  • ***
  • Wiadomości: 4652
  • Piwa: 915
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1200 dnia: Marzec 26, 2019, 17:30:09 »
ACTA 2 staje się rzeczywistością. Dziś zostało przegłosowane przez parlament europejski. Co o tym sądzicie?

Offline AdamKur

  • Gawędziarz
  • *
  • Wiadomości: 1020
  • Piwa: 66
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1201 dnia: Marzec 26, 2019, 18:14:40 »
https://www.money.pl/gospodarka/strajk-nauczycieli-szef-znp-ostatnia-szansa-dla-rzadu-mozliwy-paraliz-systemu-6360021358086273a.html

Ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości że związki zawodowe należy zlikwidować? Przecież to jest terroryzm. Tylko że ofiar może być niecałe 5 mln - bo tyle mamy uczniów w polskim systemie edukacji.

Trochę z przymrużeniem oka, jakkolwiek sprawa jest naprawdę poważna. Wycinek z kodeksu karnego:
P.S. Żeby nie było wątpliwości - uważam że nauczyciele zarabiają zdecydowanie za mało, nakładane są na nich durne, papierowe obowiązki w ogromnej ilości. No ale do cholery, nie tędy droga. Dała przykład Lady Thatcher jak zwyciężać mamy... - a przynajmniej jak sobie radzić z terrorystami ze związków. Górnicy, czy ZNP. Jeden pies.

O ile nie jestem do końca za tym całym strajkiem, takie nastawienie że to terroryzm i trzeba gizdy przegonić sio sio jak Thatcher jest trochę niebiezpieczne. To samo byś mówił w '80? "Stoczniowcy terroryzują trójmieście, przez ich strajki wszyscy będziemy biedniejsi, zamiast się porozumieć z zarządem tylko się awanturują".

EDIT: Co do reformy praw autorskich, to chyba będziemy musieli zaczekać i zobaczyć. Ponownie, moim zdaniem jest to głupi pomysł, ale uważam że większość internetu przesadza ze sloganami że memy zostaną zabronione. Ta ustawa najbardziej uderza w wielkie korporacje, i Unia Europejska ma długą historię walk z kolosami internetu (Google, FB, YT), więc zarzut że jest to ustawa "dla korporacji" jest moim zdaniem absurdalny.
« Ostatnia zmiana: Marzec 26, 2019, 18:19:01 wysłana przez AdamKur »
"My name is Ozymandias, king of kings:
Look on my works, ye Mighty, and despair!"

Online Baldwin

  • Najemnik
  • *
  • Wiadomości: 2078
  • Piwa: 193
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1202 dnia: Marzec 27, 2019, 11:25:17 »
Nie będzie tragedii.
Tam skąd pochodzę, na wynajem smutek
Odbiera radość i zabija duszę
A to, że są dni, gdy jesteś na plusie
Jest paradoksalnie największym minusem


Offline Bruce Campbell

  • Lew
  • Towarzysz
  • *
  • Wiadomości: 8356
  • Piwa: 894
  • Płeć: Mężczyzna
  • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
    • datadream2004 コギ花
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1204 dnia: Maj 22, 2019, 21:21:46 »
Zapomniałeś o ściganiu pomówienia z urzędu xd
wow, to dopiero 2001

Offline Bojar

  • Gawędziarz
  • *
  • Wiadomości: 1168
  • Piwa: 343
  • Płeć: Mężczyzna
  • A proper wife should be as obedient as slave
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1205 dnia: Czerwiec 26, 2019, 22:48:13 »
Nic sie nie dzieje w offtopie, więc chciałbym poruszyć temat tzw. "Pit dla młodych". Głównie ze względu na to, że większość aktywnych użytkowników tawerny (w tym ja) ma poniżej 26 lat, a zerowy PIT może mieć gigantyczny wpływ na zarobki. Jeśli ktoś jeszcze nie wie o co chodzi to w skrócie:
Od 1 sierpnia 2019 roku osoby aktywne zawodowo ponizej 26 nie będą musiały płacić PITu czyli podatku dochodowego od osób fizycznych. Oczywiście jest górny limit i będzie on wynosił 85.528 PLN w skali roku. W 2019 roku limit będzie oczywiście niższy i będzie wynosił 5/12 tej kwoty, ponieważ ulga będzie obowiązywała tylko przez 5 miesięcy. Oznacza to następujące "oszczędności" dla większości z nas:



Oznacza to też, że w 2020 maksymalna ulga z tego tytułu przy wynagrodzeniu 7k miesięcznie będzie wynosiła około 16,2 tys.
Oczywiście ulga dotyczy zarówno umów o pracę jak i umów zlecenie. No i jeśli będziecie chcieli od razu skorzystać z ulgi trzeba będzie powiadomić pracodawcę, żeby zaprzestał odprowadzać zaliczki na PIT, w innym wypadku po prostu otrzymacie te pieniądze po rozliczeniu 2k19 i otrzymacie odpowiednio powiększony zwrot z podatku.

Tyle z teorii :)

Link do strony MF
https://www.gov.pl/web/finanse/bez-pit-dla-mlodych

Zapraszam do dyskusji :) Potrzebne? Niepotrzebne?

Offline Bruce Campbell

  • Lew
  • Towarzysz
  • *
  • Wiadomości: 8356
  • Piwa: 894
  • Płeć: Mężczyzna
  • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
    • datadream2004 コギ花
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1206 dnia: Czerwiec 26, 2019, 23:00:20 »
Jak ci się nudzi, to odnieś się do edukacji stronę wcześniej. Bo uciekłeś z dyskusji z podkulonym ogonem.
wow, to dopiero 2001

Offline Bojar

  • Gawędziarz
  • *
  • Wiadomości: 1168
  • Piwa: 343
  • Płeć: Mężczyzna
  • A proper wife should be as obedient as slave
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1207 dnia: Czerwiec 27, 2019, 20:31:12 »
Wkurzyłeś mnie...



Szkoda, takie dyskusje są najciekawsze. Co się stało z tym starym Bojlerem, który potrafił kłócić się w tematach politycznych na TFW „dla zasady”? :D
Zmienił korpo i teraz ma znacznie mniej wolnego czasu.
No i znowu zainstalował tindera, więc "netflix and chill"

Jak stwierdziłeś, w przypadku rozpoczęcia zajęć o godzinie 9:00, po ośmiu lekcjach zajęcia kończyłyby się o 17:00. Po pierwsze znajduje się tu pewne przekłamanie – godzina lekcyjna =/= godzina zegarowa. I tak, przykładowo, w moim liceum ósma lekcja kończyła się o 15:10, czyli po 7 godzinach i 10 minutach. A więc w przypadku rozpoczęcia nauki o 9:00 (choć powinienem dla porządku zaznaczyć, że osobiście postulowałem zaczynanie najwcześniej o 8:30, a najpóźniej o 9:00) ósma godzina lekcyjna kończyłaby się najprawdopodobniej tuż po godz. 16:00. I znowu, ciekawostka: kiedy poproszono polskich uczniów o preferencje co do godzin trwania zajęć, to najczęściej pojawiającym się timeslotem był właśnie między 9:00 a 17:00.

Zacznijmy od początku... Oczywiście każdy ma inny rozkład pracy i każdy pracuje wydajniej w różnych porach. Ja na przykład wstaję około 5 nad ranem i o tej porze zaczynam swoje podstawowe obowiązki jak np. ogarnięcie wszystkich maili i zaległości. I de facto działam tak od podstawówki, bo chodziłem rano na basen. Ty możesz mieć inny system i możesz inaczej organizować swoje obowiązki.
To jednak nie ma znaczenia ponieważ zasada jest prosta - w wieku 14-17 lat powinieneś spać od 8 do 10h. Więc jeśli chcesz spać te 8h i wstać na 7, żeby być w szkole o 8 to musisz położyć się spać o 23:00.

Jeśli chodzi natomiast o wydajność pracy, to znaczny wzrost wydajności rozpoczyna się właśnie około godziny 7-8 przy maksymalnym skupieniu między godziną 9-10.
(click to show/hide)
I możesz się kłócić, że to dobrze, ale to nie do końca jest prawda. Wśród osób dorosłych obserwuje się dwa tzw. peek'i wydajności. Pierwszy jest przed południem a drugi jest około godziny 17-18. Problem jest taki, że wśród osób młodszych ten drugi peek jest o wiele mniejszy, ponieważ dzieciaki po prostu szybciej tracą koncentrację. Po za tym przeciągając lekcje do 17 i tak dzieciaki nie wejdą na ten poziom wydajności, bo będą po prostu zbyt zmęczone i będą myślały tylko o powrocie do domu.

Dlatego w założeniu, podczas tego drugiego okresu, kiedy jesteśmy najwydajniejsi dzieci powinny być w domu i zajmować się zadaniem domowym na następny dzień, ponieważ w taki sposób są w stanie najefektywniej wykorzystać swoje możliwości.

Teraz poświęcę kilka słów matematyce. Jak wspominałem wyżej, nigdy nie była moją specjalnością i nie czuję się na tyle kompetentny, żeby wygłaszać na temat jej nauczania jakieś sądy. Niemniej, uważam że pomysły NIKu na poprawę nauczania tego przedmiotu są warte uwagi. Szczególnie przemawiają do mnie postulaty podziału na grupy podczas nauczania tego przedmiotu.

Problem z matmą jest taki, że żodyn normalny matematyk  nie pójdzie do pracy w szkole chyba, że jest po prostu matematykiem z pasji i chce nauczać. Matematyków bardzo łatwo można wysłać na kurs dwa i zrobić z niego porządnego korpo-ludzika, który w W-wie będzie zarabiał kilkakrotnie razy więcej niż jako matematyk. Po prostu zarówno w bankach jak i ubezpieczeniach po prostu da się lepiej zarobić. I żeby nie było mowa tu też o nauczaniu prywatnym (płacą tam równie słabo jak w publicznym). Polacy po prostu nie chcą płacić na edukację.

Jeśli chodzi o raport nik, to tutaj możemy się tylko załamać nad społeczeństwem. Co 6 osoba nie zdaje matury z matmy, którą możesz zdać po gimnazjum jak dostaniesz wzory.
Zresztą w moim liceum pierwszą rzeczą jaką zrobili matematycy było zrobienie matury podstawowej wszystkim klasom pierwszym i większość osób zdała to z wynikami na poziomie 50-60%
Część dzieciaków po prostu cokolwiek byś nie robił i tak tego nie ogarnie, bo najczęściej nie ma na to ochoty. Zgadzam się natomiast z uwagami zawartymi w raporcie NIK, promowanie matematyki jest bardzo ważne, ponieważ jakby nie patrzeć po polonistyce bedziesz najpewniej zarabiał 2k na rękę, a przyszłość należy do tych wszystkich, którzy odnajdują się w STEM. Nie zmienia to jednak faktu, że akurat z matmy na tle innych krajów nie wypadamy źle, co po prostu oznacza, że inne narody mają jeszcze większych głąbów u siebie.

Przez całe liceum podziału na grupy wg poziomu wiedzy doświadczyłem tylko raz – na językach od drugiej klasy wzwyż. Większość uczniów podchodziło do matury z angielskiego i tam wyodrębniono cztery grupy bez podziału na klasy: niezdających, najsłabszych, przeciętnych i najlepszą grupę – i z każdą pracowano trochę inaczej – do tego każda z tych grup była podzielona na 3 części (z których każda miała zajęcia w trochę innych godzinach), tak by liczba uczniów nie przekraczała 20 osób w sali. I choć nic się ciekawego nie nauczyłem, bo i tak mój poziom znajomości przekraczał zakres z liceum, to jedno muszę przyznać. Różnica w poziomie i ogólnej ciekawości zajęć była nieporównywalna względem tego, czego doświadczyłem w klasie pierwszej, gdy podział nie uwzględniał umiejętności, czy względem zajęć grupy przeciętnej, którą raz miałem okazję odwiedzić.

Nierealne przy obecnym poziomie finansowania. Podział klas tak czy inaczej zwiększa ilość potrzebnych sal, nauczycieli lub wydłuża plan zajęć i tworzy okienka. Ale mniejsza z tą optymalizacją, ważniejsze jest to, że taki mechanizm wydaje mi się skrajnie niesprawiedliwy np. w sytuacji gdy w szkole są stypedia naukowe za średnią. Czy 3 zdobyta w klasie najlepszej jest gorsza od 5 zdobytej w klasie najgorszej? Chyba, że wszystkie klasy miałyby standaryzowane egzaminy, a ty po prostu chcesz zamknąć słabszych z innymi słabszymi uczniami, a dobrych wśród innych dobrych uczniów? Wydaje mi się, że może to wręcz pogłębić różnice w poziomie nauczania, a wypromuje tylko tych najlepszych.

A więc – co jeszcze jest nie tak? Po pierwsze, mania na punkcie robienia notatek. To jest dla mnie po prostu niezrozumiałe, jak zafiksowani są polscy nauczyciele na punkcie notatek. Owszem, są takie przedmioty, gdzie bez pisania podczas lekcji uczestnictwo na nich nie ma sensu (choćby ww. matematyka). Ale z innych przedmiotów, jak np. historia notowanie wszystkiego co nauczyciel mówi nie jest konieczne.

Co więcej, jak twierdzi dr Gregory Linton z Johnson University (klik!) robienie notatek wywołuje efekt wręcz odwrotny od zamierzonego. Nie identyczną, ale analogiczną perspektywę prezentuje artykuł Iry Sagera z Bloomber Business, podsumowujący efekt badań współczesnych naukowców w dziedzinie zapamiętywania. W artykule Sager powołuje się m.in. na badania Michelle Eskritt. Podobny punkt widzenia prezentuje zresztą psycholog Jordan Peterson.

Pomimo tego ogromu dowodów podważających znaczenie notowania co do słowa, co nauczyciel mówi, w polskich szkołach kładzie się na to nacisk. I teraz mógłbyś powiedzieć, że dowód anegdotyczny i miałbyś pewnie rację, bo bazuję moją opinię co do tego na co kładzie się nacisk na bazie własnych doświadczeń. Problem polega na tym, że nie tylko ja mam takie doświadczenia. Ale nie będę rzucał teraz przypadkami osób skarżących się, skoro ostatnio ci to nie pasowało. Zamiast tego, zwrócę uwagę na to, że część szkół ma najzwyczajniej w świecie wpisany w statut ocenę „sposobu prowadzenia zeszytu” – lub czegoś w ten deseń. Pierwszy przykład z brzegu: wykonałem ślepą próbę i z głupia frant wyszukałem w Google hasło ”wystawianie ocen na podstawie zeszytu statut” i oto trzeci wynik od góry już na pierwszej stronie: (klik!). Przykładów jest tam więcej, ale uznałem, że nie będę podawał przykładów statutów szkół podstawowych i nieistniejących już gimnazjów, biorąc pod uwagę, że moje dotychczasowe posty dedykowane były szkole średniej.

Różnie ludzie zapamiętują różne rzeczy. Ja np. mam pamięć wzrokową i od zawsze uczyłem się wzrokowo. Powiem więcej jestem wdzięczny szkole za to, że wymagane było od mnie prowadzenie notatek, ponieważ dzięki temu teraz jak jestem na spotkaniu biznesowym w moim ukochanym korpo to mogę bez problemu słuchać, notować i dyskutować na dowolny temat.
Jest to najzwyczajniej w świecie przydatna umiejętność, która przydaje się w normalnym życiu.

Ale okej mogę się zgodzić, że można położyć nacisk gdzie indziej... I to jest ta OLBRZYMIA REFORMA?


Rzecz następna w temacie zapisywania wiedzy z zajęć: nagrywanie lekcji i alergia na to nauczycieli. Nagrywanie lekcji dyktafonem czy też – obecnie – raczej dyktafonem w telefonie bardzo może pomóc w utrwalaniu wiedzy, bo raz wygłoszonej lekcji możesz przesłuchać kiedykolwiek i ile razy chcesz. A jednak, pomimo tego, wielu nauczycieli jest z zasady na nie. Mógłbym podać więcej niż dużo przypadków takiego traktowania u mnie w liceum, ale znowu – odwołam się do innych przypadków. Jest ich sporo.
Teraz – ktoś mógłbyś powiedzieć w odniesieniu do akapitu wyżej, że przecież używanie sprzętów elektronicznych/jakieś inne sformułowanie/telefonów jest zakazane przez statut szkoły. I taki ktoś miałby rację, bardzo często tak jest… Ale czemu? Polska szkoła jest nieprawdopodobnie archaiczna w podejściu do sprzętów elektronicznych.

A przecież digitalizacja edukacji – poprzez choćby dopuszczenie do stosowania laptopów/tabletów w celach korzystania z podręcznika w postaci programu lub pliku .pdf – rozwiązałaby choćby problem przeładowania plecaków dzieci. Oczywiście, polscy uczniowie radzą sobie z przeładowanymi plecakami na przeróżne sposoby, ale nadal fakty są takie, że ważą za dużo. Jak wykazała interwencja sanepidu, waga plecaków prawie połowy uczniów przekraczała zalecane normy.

Proste... Nikt nie korzysta z dyktafonów, tylko z smartfonów. A smartfony mają to do siebie, że potrafią łatwo rozproszyć użytkowników. Większość użytkowników smartfonów (w tym ja) jest uzależnionych od popupów i jak tylko taki się pojawi to od razu starają się zaregować. Tego nas po prostu nauczyły te wielkie informatyczne korporacje. Uważam też, że dzieci mają o wiele mniej silnej woli niż dorośli i są bardziej skłonne zajmować się rzeczami niezwiązanymi z lekcją.
Nie zliczę ile razy grałem w quake ma lanie zamiast programować na informatyce w podstawówce, czy późiej jak już pojawiły się smarfony to po prostu pod ławką siedziałem i przeglądałem coś pokroju demotywatorów czy po prostu pisałem na messengerze.

Jeśli chodzi o digitalizacje książek to postaci przygotowanych do tego i np. wypożyczanych uczniom tabletów przez szkołę to jestem absolutnie za. To jest po prostu sposób na odciążenie kręgosłupów.

Kontynuując: na lekcjach marnowany jest czas. Primo – sprawdzanie list obecności. Jeśli założymy, że na klasę składa się 30 osób (tyle przynajmniej wynosiły klasy u mnie w liceum) i że odczytanie nazwiska wraz z odpowiedzią ucznia obecnego bądź chwilą ciszy ucznia nieobecnego zajmie trzy sekundy, to okazuje się, że na jednej lekcji marnowane jest półtorej minuty. Niby mało. Ale przyjrzyjmy się temu dokładniej.

Według ramowego planu nauczania Nowej Ery przewiduje się po 3 lekcje tygodniowo matematyki w pierwszej i trzeciej, a po 4 w drugiej i czwartej klasie liceum. Przykładowo, obecny rok szkolny ma 37 tygodni nauki. A więc proste działanie (przy naciąganym założeniu, że co rok liczba tygodni nauki będzie taka sama): (3+4+3+4)*37 = 518

A więc w trakcie całej licealnej edukacji odbywa się 518 godzin lekcyjnych z matematyki. Jeśli na każdej takiej lekcji marnuje się półtorej minuty, oznacza to, że w trakcie całej edukacji na poziomie szkoły średniej traci się 777 minut, tj. niemalże 13 godzin. Masa czasu. A wystarczyłoby rozwiązać to jak na studiach na ćwiczeniach – puszcza się wśród studentów listę w trakcie trwania zajęć i problem z głowy.

Ale dobra, już bym się o te 13 godzin nie kłócił i w ogóle tego marnowania czasu nie wymieniał, gdyby tylko to miało miejsce. Ale jeszcze większym marnotrawstwem czasu jest odpytywanie z ostatniej lekcji. Zajmuje to kolejne kilka minut, a nie osiąga najczęściej nic.
Ależ ja zdaję sobie z takiej techniki sprawę. Dlatego wywołałem cię w obu przypadkach, kiedy podałeś argumentu popierający zmiany, bo spodziewałem się w tym jakiejś dywersji.

Chodzimy na tą samą uczelnię, więc nie gadaj głupot. Większość ćwiczeniowców na SGHu sama czyta listę tak samo jak jest to w podstawówce. Lista jest tylko na wykładach i zazwyczaj obecność jest tylko dopuszczeniem do egzaminu zerowego. A dobrze wiesz, że jak jest 50 osób na auli to na liście wpisanych będzie około 200. Pewne straty czasu są niestety niezbędną biurokracją. Zresztą chodząc na studia jesteś dorosły i świadomy, że nie chodzisz na zajęcia, bo masz coś innego do roboty, ale wiesz, że i tak nauczysz się na egzamin. Sorry, ale nie mam pokładam takiej wiary w przeciętnym uczniu podstawówki.


Dobra, a teraz przejdźmy do twojego Graala z poprzedniego posta, tj. http://www.oecd.org/pisa/. A więc zgodnie z tym samym badaniem, na które się powołujesz, tj. PISA 2015, polscy uczniowie są jednymi z najmniej związanych emocjonalnie ze swoim miejscem edukacji. Po prostu czują, że polskie szkoły nie są dla nich miejscem, w którym mogą się czuć dobrze czy rozwijać swoje pasje. Można oczywiście zadać pytanie: co z tego? Cóż, kilka implikacji z tego wynika. Ale dla szerszego kontekstu, pozwolę sobie podać kilka innych danych.

Przykładowo, zgodnie z badaniem TIMSS, polscy uczniowie nie lubią szkoły. Kiedy badano, czy lubią ją i spędzanie tam czasu, a następnie poszeregowano kraje według wyników, zajęliśmy 46. miejsce na 49. Z kolei gdy PIRLS zadało uczniom pytanie, czy lubią uczęszczać na zajęcia, odpowiedzi twierdzącej udzieliło 35%. To o połowę mniej, niż globalna średnia. Równolegle, więcej polskich uczniów, niż przeciętnie w krajach OECD czuje się wyobcowanych w szkole. To z kolei jest problematyczne, bo zgodnie z ustaleniami OECD, taki rodzaj uczniów niżej określa swoje samopoczucie i średnio osiąga niższe wyniki w testach. Na problem generalnego samopoczucia polskich uczniów zwrócił również Philip Zimbardo, nawołując do reformy systemu edukacji. Stwierdził, że ok. milion polskich uczniów ma lub miało poważne problemy emocjonalne związane z nauką. [1] [2] [3] [4] [5]

Ignorowanie tych wszystkich faktów jest naiwne. Widać jak na dłoni, że coś jest nie tak z polską edukacją, skoro tak odbiegamy od reszty cywilizowanych krajów w tym, jak polscy uczniowie się czują. To nie jest przecież tak, że w zamian za dobry system edukacji przehandlowaliśmy dobre samopoczucie – lepiej od nas w tych badaniach wypada choćby Finlandia, stawiana najczęściej na piedestale pod kątem systemu edukacji. Tak więc możesz mieć szkołę efektywną, a przy tym przyjemną dla dzieci i młodzieży.

Zacznę od tego artykułu wyborczej http://wyborcza.pl/7,157035,23434317,dlaczego-polscy-uczniowie-nie-lubia-szkoly.html Niestety nie mam dostępu, więc nie mam jak sprawdzić, ktor nas wyprzedził i czemu jesteśmy tylko na 46 miejscu a nie na 49...

Żarty na bok. Tutaj być może wchodzi moje subiektywne podejście do nauki jako takiej. Ja szkołę lubiłem właśnie z tych powodów, że była rywalizacja i lekki stres. Po prostu działało to na mnie motywująco i nadal tak na mnie działa. Wiem, że fińska szkoła by mi nie odpowiadała, bo po prostu nie to mnie nakreca do roboty.

Załóżmy jednak, że możemy znacznie podwyższyć zadowolenie ze szkoły kosztem efektywności - powiem szczerze, że i tak wybrałbym efektywność.


Offline Kradus

  • Admin Junior
  • Giermek
  • **
  • Wiadomości: 2817
  • Piwa: 427
  • Płeć: Mężczyzna
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Karczemna debata polityczna. Ława główna.
« Odpowiedź #1208 dnia: Wrzesień 03, 2019, 23:35:33 »
Cytuj
Premier Wielkiej Brytanii stracił większość parlamentarną po odejściu jednego z posłów na stronę opozycji.

Opozycja wygrała kluczowe głosowanie ws. brexitu. Jutro głosowanie o przesunięcie brexitu.

Premier Johnson zapowiada złożenie wniosku o przedterminowe wybory.

To się porobiło...